top of page

Argentyna: tango, futbol i wołowina

  • Andrzej Zawadzki
  • 11 godzin temu
  • 5 minut(y) czytania

Tym tekstem rozpoczynam swoje wspomnienia z drugiej podróży do Ameryki Południowej, w trakcie której to podróży odwiedziłem kilka krajów i zobaczyłem wiele ciekawych, bardzo egzotycznych miejsc. Na początek Argentyna.



Argentyna leży nad Oceanem Atlantyckim. Graniczy z Chile na zachodzie, Boliwią i Paragwajem na północy, Brazylią i Urugwajem na północnym wschodzie. Nazwa „Argentyna” pochodzi od łacińskiego argentum (srebro), i jest związana z legendą o górach pełnych srebra. Legenda była powszechna wśród pierwszych europejskich odkrywców Niziny La Platy (Niziny Srebra)


Pod względem wielkości Argentyna jest drugim państwem w Ameryce Południowej i ósmym na świecie. Jej powierzchnia wynosi aż 2 780 400 km², czyli jest to kraj niemal 9 razy większy od Polski, a zamieszkiwany jest przez 46 mln ludzi.


Ciekawa jest historia ostatnich kilkudziesięciu lat tego kraju. W czasie II wojny światowej, w marcu 1945 roku, Argentyna dołączyła do koalicji alianckiej. Dużą popularność zdobył w tym czasie Juan Perón (1895 – 1974), który nieco później wygrał wybory prezydenckie. Pamiętamy, że również Dwight Eisenhower, głównodowodzący wojsk alianckich w Europie, na fali zasług i zdobytej rozpoznawalności, został prezydentem USA.


Juan i Eva Peron 1946
Juan i Eva Peron 1946

W czasie swoich rządów Peron znacjonalizował wiele dziedzin życia, co spowodowało, że władze USA widziały w działaniach Argentyny próbę budowy komunizmu na kontynencie amerykańskim.


W tamtym czasie Argentyna przyjmowała licznie uciekających z Europy funkcjonariuszy państw faszystowskich, szczególnie naukowców, których doświadczenia miały pomóc m.in. we wprowadzeniu europejskich technologii i rozwoju naukowym państwa. Potem to właśnie tam poszukiwano, często skutecznie - jak dowodzi przykład Eichmanna - zbiegłych zbrodniarzy wojennych. Faszyści uciekali do Argentyny pewnie również dlatego, że kraj ten był tuż po wojnie dwukrotnie bogatszy od Austrii, bogatszy od Francji i tylko niewiele biedniejszy od Wielkiej Brytanii. Od PRL Argentyna była po wojnie (1948) bogatsza 2,5 razy. Dziś jest niemal o połowę biedniejsza od nas. Argentyna przespała powojenną fazę rewolucji przemysłowej, licząc na to, że wołowina będzie przynosić tak wysokie dochody, jak było to w dwudziestoleciu międzywojennym.


Po 1955 roku historia Argentyny była bardzo burzliwa. Kilkakrotne zamachy stanu wywoływane przez wojskowych, ucieczka Perona do Hiszpanii i jego powrót po zwycięstwie wyborczym, śmierć Perona i objęcie urzędu prezydenta przez jego (trzecią) żonę Izabelitę, w końcu obalenie jej rządu przez wojsko.


Autor w Buenos Aires
Autor w Buenos Aires

Od grudnia 2023 prezydentem Argentyny jest Javier Milei, który – według krążących w kraju opinii – ma mniej więcej tyle samo sympatyków, co wrogów. Niezadowolenie Argentyńczyków powoduje przede wszystkim wysoka inflacja.



Stolicą Argentyny jest Buenos Aires. Liczący ponad 13 mln mieszkańców obszar aglomeracji jest drugim co do wielkości miastem w Ameryce Południowej i jednym z największych kompleksów miejskich na świecie.

Centralnym punktem miasta jest Plaza de Mayo. Znajduje się tu siedziba prezydenta (Casa Rosada), gmach Rady Miasta (El Cabido) oraz Katedra, w której funkcje kardynalskie pełnił papież Franciszek.


Miasto jest żywiołowe i gwarne. Na Plaza de Mayo odbywają się często rozmaitego rodzaju manifestacje i akcje protestacyjne. Tak na przykład w każdy czwartek spotykają się tu "Madres de Plaza de Mayo" ("Matki z Placu Majowego"). To uczestniczki argentyńskiego ruchu społecznego kobiet, których dzieci zaginęły podczas dyktatury wojskowej w latach 1976–1983.



Domagają się prawdy o losie swoich potomków i sprawiedliwości dla winnych wielu porwań w tamtym czasie. Ich symbolem stały się białe chustki oraz zdjęcia i nazwiska zaginionych. Tak wyposażone w każdy czwartek gromadzą się i maszerują wokół placu. W 1992 r. Parlament Europejski przyznał Matkom Nagrodę im. Sacharowa. W czasie bytności na Plaza de Mayo zdążyliśmy zauważyć, że każda z protestujących grup zajmuje swój narożnik placu, nie wchodząc w konflikt z innymi protestującymi. To jest ponoć stały element tamtejszego pejzażu, a plac jest dostatecznie duży, by taki komfort protestującym zapewnić.



To, co rzuca się w oczy w Buenos Aires, choć nie tylko tam, to wielka miłość Argentyńczyków do piłki nożnej, a szczególnie do najlepszych graczy, którzy są od lat idolami tłumów. Murale Maradony i Messiego spotkać można na każdym kroku – od kilkupiętrowych poczynając, na małych wizerunkach zdobiących kosze na śmieci kończąc.



Będąc w Argentynie, trzeba było więc odwiedzić piłkarską dzielnicę La Boca z jej kolorowymi blaszanymi domami, stadionem klubu Boca Juniors i niezliczonymi kioskami oferującymi gadżety dla kibiców.



Argentyna to kraj doskonałej, słynnej na cały świat, wołowiny. To między innymi w obawie o zalanie europejskiego rynku argentyńską wołowiną, protestowali rolnicy Unii Europejskiej po podpisaniu umowy handlowej z Mercosurem, czyli związkiem gospodarczym Argentyny, Brazylii, Urugwaju i Paragwaju.



Hodowla bydła ma w Argentynie długą tradycję, której sprzyjają znakomite warunki naturalne, czyli obfitujące w trawę rozległe tereny zwane pampasami. Na tych terenach stad bydła doglądają kowboje (gauchos). Ich styl życia, ulubione rozrywki i kuchnię mogliśmy poznać, będąc gośćmi na rancho w pobliżu Buenos. Posmakowaliśmy więc także legendarnych steków.



Będąc w Argentynie, nie sposób nie zatańczyć tanga. To tu przecież taniec ten miał swój początek. Trzeba więc przynajmniej popatrzeć, jak robią to profesjonaliści, których jest w tym kraju mnóstwo. Nawet na małych placach można spotkać odpowiednio ubrane pary, które tańczą żywiołowo.



Wieczór z tangiem, dobrym jedzeniem i winem z pewnością zadowoli każdego turystę.


Bardzo zależało mi na tym, by odwiedzić Cafe Tortoni. Wiedziałem, że to była ulubiona kawiarnia Witolda Gombrowicza (1904 – 1969) w czasie jego pobytu w Argentynie w latach 1939-1963.



Secesyjny wystrój robi wrażenie wręcz niebywałe. Nie wiedziałem jednak, że w kawiarni tej bywało wielu tak znakomitych gości, których portrety, wpisy w księdze gości, a nawet woskowe figury można tam spotkać. To takie nazwiska jak Albert Einstein, Federico García Lorca czy Juan Carlos de Borbón.


Przyznaję uczciwie, portretu Gombrowicza nie znalazłem, a pytani kelnerzy nie wiedzieli, o kogo chodzi. Pewnie Argentyńczycy nie mają świadomości, jak wielki to był autor. Muszę się pochwalić, że wypiłem tam kawę, co było możliwe chyba tylko z powodu tego, że zjawiliśmy się z córką w lokalu tuż przed jego otwarciem. Kiedy wychodziliśmy po pół godziny, na ulicy stał wręcz tłum, oczekujących na stolik, co najdobitniej świadczy o renomie kawiarni.



Buenos Aires szczyci się ponoć najszerszą ulicą świata – Avenida 9 de Julio. Jej nazwa upamiętnia dzień uzyskania niepodległości przez Argentynę – 9 lipca 1816 roku. Ulica ma aż 16 pasów ruchu oraz ponad 100 metrów szerokości, a na jednym ze skrzyżowań stoi obelisk, symbol miasta.



Na odnotowanie zasługuje także wizyta na zabytkowym, choć wciąż czynnym, Cementerio de la Recoleta – cmentarzu położonym w ekskluzywnej dzielnicy Buenos Aires. Znajdują się tu groby najważniejszych i najbardziej wpływowych mieszkańców Argentyny: naukowców, artystów, bohaterów wojennych i prominentnych polityków, w tym kilku prezydentów.



Chyba najważniejszą osobą pochowaną na cmentarzu jest Eva Perón (1919 – 1952), druga żona Juana Perona, bardzo lubiana przez Argentyńczyków pierwsza dama. Świadczą o tym drogowskazy do jej grobowca, licznie odwiedzający i świeże kwiaty. To jej życie i kariera stały się podstawą dla powstałego w 1976 musicalu Evita, skomponowanego przez Andrew Lloyda Webbera, z którego pochodzi słynna piosenka „Don’t Cry for Me Argentina”.



Na koniec opowieści o wizycie w Argentynie Park Narodowy Iguazu. W języku Indian Guarani znaczy „wielka woda”. Zwiedzając park, odbywa się kilkukilometrową przejażdżkę przez tropikalna dżunglę z charakterystyczną roślinnością, a potem kilometrowy spacer aż do tarasu widokowego, z którego można podziwiać ogrom wodospadu. Ponoć poziom wody potrafi być czasem tak wysoki, że taras znajduje się pod wodą. Wodospad na rzece Iguazu ma szerokość około 2 km i składa się z 275 odrębnych progów skalnych. Średni przepływ wody wynosi 1756 m³/s, przy czym różnice między porą suchą a deszczową są bardzo duże. Dla porównania wodospad na rzece Niagara na pograniczu amerykańsko-kanadyjskim ma przepływ 2 600 - 2 800 m³/s.



Przez Diabelską Gardziel (hiszp. Garganta del Diablo), czyli największą kaskadę wodospadu Iguazu, przebiega centralnie granica argentyńsko-brazylijska. Woda w tym miejscu spada aż z 82 m, a więc z wysokości większej niż wodospad Niagara. To, że dwa kraje porozumiały się w sprawie utworzenia parku narodowego samo w sobie stanowi wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę ciągłe zmiany rządów w obu krajach. Tak jak w przypadku Niagary, również tu toczą się dyskusje, czy ładniejszy jest widok wodospadu ze strony argentyńskiej, czy brazylijskiej. Oba kraje łączy w tym miejscu droga zwana mostem braterstwa.


Są w Argentynie również Polacy – emigranci przed i powojenni. Aktywnie działa w tym kraju Polska Misja Katolicka, będąca łącznikiem pomiędzy Polakami zamieszkującymi bardzo różne rejony kraju. Największe skupiska Polonii zamieszkują prowincje: Buenos Aires (pod Buenos Aires znajduje się założona przez polskich emigrantów miejscowość Maciaszkowo). Argentyna jest jedynym państwem na świecie, w którym obchodzony jest (8 czerwca) Dzień Polskiego Osadnika.



bottom of page