Florencja, czyli tam, gdzie narodził się renesans
- Andrzej Zawadzki
- 1 gru 2025
- 8 minut(y) czytania
Od razu się przyznam, że renesans jest jednym z moich ulubionych okresów w dziejach sztuki. Nie sądzę zresztą, bym był w tym upodobaniu odosobniony. A wszystko zaczęło się – jak mówią teoretycy historii sztuki - w 1401 roku, gdy Lorenzo Ghiberti (1378 -1455) wygrał konkurs na nowe drzwi do babtysterium, przykościelnego budynku, w którym odbywały się chrzty, czyli - inaczej mówiąc - chrzcielnicy, we Florencji.

Zwycięska praca, na której przedstawiono sceny ze Starego i Nowego Testamentu, zachwyciła swoją odmiennością od tego, co prezentowano dotąd, gdyż płaskorzeźby oddawały przestrzenność, dynamikę oraz wprowadzały krajobraz. Uznaje się więc, że z początkiem XV wieku rozpoczął się renesans.
Zaczęło się od Florencji, potem sztuka renesansowa trafiła do innych państw-miast włoskich, później – już w wieku XVI – rozprzestrzeniła się dalej na Europę, w tym także do Polski.
Z tymi drzwiami we florenckim babtysterium miałem pewien kłopot. Drzwi, które dały początek renesansowi, były drugimi w tym budynku, a dziś są tam trzy pary drzwi. Kilka razy obchodziłem obiekt, by znaleźć te właściwe. Dopiero po kilku pytaniach do bramkarzy przy obiekcie, co nie było łatwe z racji napierającego tłumu, dowiedziałem się, że rzeczone drzwi, a w zasadzie jedno z rzeźbionych pól – to z ofiarowaniem Izaaka przez Abrahama, są zabrane do Galerii Uffizi. Tam je potem odnalazłem.
Czym charakteryzował się renesans w sztuce i co mnie w nim tak zachwyca? Zamiennie używa się zresztą terminu „odrodzenie”, bo to wtedy odkryto niejako na nowo sztukę, literaturę i filozofię antyku. Nie jest to do końca prawdą, gdyż znany jest chociażby renesans karoliński, ale o tym może przy innej okazji. Tak jak w starożytnej Grecji i Rzymie, w dobie renesansu zaczęto poszukiwać harmonii i ideału w zgodzie z zasadami geometrii. To miało bezpośredni wpływ na kształt renesansowej architektury, malarstwa i rzeźby.
Niezależnie od tego, że była to również epoka wielu odkryć i wykopalisk, a - co najważniejsze z naszego punktu widzenia - była to epoka, w której zaczęto również konserwować dzieła sztuki. Starych rzymskich budowli nie rozbierano już, by wznosić z nich nowe budowle, lecz zaczęto o nie dbać, dostrzegając ich piękno. Chwała za to poprzednim pokoleniom.
Renesansowym ideałem człowieka była osoba posiadająca rozległą wiedzę. Sztuka tego okresu nawiązywała treściowo do tekstów literackich i filozoficznych, a w swej formie dążyła do doskonałości. Dowodem są, chociażby akty, które pojawiły się w renesansie po latach nieobecności w sztuce średniowiecznej, choć przecież w starożytnej Grecji mężczyzn rzeźbiono wyłącznie nagich.
W malarstwie renesansowym zastosowano perspektywę linearną, czyli budującą wrażenie głębi i przestrzeni na obrazie. Także technika sfumato, zastosowana przez genialnego Leonarda da Vinci (1452 – 1519) znana wszystkim chociażby z obrazu Mona Lisa (aby go zobaczyć w oryginale trzeba wybrać się do Luwru w Paryżu, o czym innym razem), a polegająca na zacieraniu konturów dla zwiększenia efektów światłocieniowej przestrzenności obrazu, jest wynalazkiem renesansowym.

Jedziemy zatem do Florencji, czyli tam, gdzie to wszystko się zaczęło. Już z daleka wyłania się widok jednego z najbardziej znanych obiektów na świecie, a mianowicie kopuły katedry Santa Maria del Fiore. Tę charakterystyczną kopułę, o oryginalnym kształcie i kolorze, zaprojektował i nadzorował jej wykonanie Francesco Brunelleschi (1377- 1446).
Kopuła nie była odkryciem renesansu. Chociażby rzymski Panteon, zbudowany znacznie wcześniej, był rotundą o średnicy i wysokości ponad 40 metrów. Katedra florencka ma średnicę około 55 metrów i wysokość 114 metrów i jest nadal największą kopułą murowaną, jaką kiedykolwiek zbudowano.
Budowie kopuły towarzyszył pewien skandal. Najpierw katedra czekała wiele lat na to, by ktoś opracował koncepcję dokończenia budowy kopuły. Potem, gdy dzieła tego podjął się Brunelleschi, został oskarżony o to, że nie ma ku temu stosownych uprawnień. Nota bene, oskarżycielem był nie kto inny, jak twórca pierwszego dzieła renesansowego, czyli drzwi do babtysterium, Lorenzo Ghiberti, do tego stopnia, że Brunelleschi znalazł się w więzieniu. Na szczęście dla Florencji i katedry, Brunelleschi wyszedł z więzienia, zdobył stosowne uprawnienia i budowa mogła ruszyć dalej, by nas zachwycać.
To co widzimy dziś, było budowane tak naprawdę przez blisko 600 lat. Fasada kościoła jest wykonana z marmuru w trzech kolorach: biały, zielony i różowy, ułożonych w geometryczne wzory.

Wnętrze katedry wywołuje chyba jeszcze większy zachwyt. Znajdziemy tam znakomite dzieła włoskich mistrzów, takie jak freski: Sąd Ostateczny Giorgio Vasariego (1511-1574), Pomnik Konny Sir Johna Hawkwooda – Paola Uccella (1397- 1475); Dante i trzy królestwa, autorstwa Domenico di Michelino (1417-1491). Kiedy siedzi się ponad sto metrów pod wieńczącą kopułę latarnią, trudno oderwać wzrok od tych malowideł, oświetlanych w finezyjny sposób przez toskańskie słońce.
Centrum Florencji to Piazza della Signoria. Wokół placu znajdziemy liczne zabytki historyczne, spośród których na uwagę zasługuje przede wszystkim Palazzo Vecchio, czyli dawny ratusz. Budynek pochodzi z przełomu XIII i XIV w. i charakteryzuje się kamiennymi elewacjami, 95 metrową wieżą oraz łukami, które zwieńczone są rzędami okien.
Wejście do Palazzo Vecchio zdobi płaskorzeźba z monogramem Jezusa, a po obu stronach umieszczono okazałe statuetki lwów. Wewnątrz warto zobaczyć Izbę Pięciuset, do której wiodą zaprojektowane przez Giorgio Vasariego szerokie schody. To w tej izbie, po wypędzeniu Medyceuszy, odbywały się zgromadzenia Naczelnej Rady Ludowej.
Z pewnością warto też wejść do gabinetu Nicolo Macchiavellego (1469-1527), chociażby po to, by zobaczyć, jak pracował człowiek, który wywarł tak ogromny wpływ na pojmowanie polityki. To przecież od jego nazwiska pochodzi termin makiaweliczny, oznaczający człowieka cynicznego i pozbawionego zasad moralnych. Dla osób interesujących się polityką wizyta w gabinecie autora Księcia jest niezapomnianym przeżyciem. Jego myśli to przecież także dorobek renesansu.
Przed pałacem znajduje się fontanna. Budowla wykonana jest z białego marmuru, a w jej centrum znajduje się rzymski władca wód – Neptun. Stoi na ciągniętym przez konie powozie, a u jego stóp wiją się, wykonane z brązu, fantastyczne postaci z atrybutami morza.

Nieopodal fontanny Neptuna stoi kopia znanej wszystkim rzeźby autorstwa niezrównanego Michała Anioła (1475 – 1564) – Dawid. Oryginalną rzeźbę zobaczyć można w Galleria dell Accademia. Nawiasem mówiąc, Dawid był ulubionym modelem rzeźbiarzy włoskich, stąd jego figury możemy spotkać w różnych miejscach i rozmiarach. Niemniej, ta Michała Anioła jest najbardziej znaną, nie tylko z powodu rozmiarów.
Na placu można zobaczyć wiele innych, równie okazałych rzeźb i posągów, takich jak ponad pięciometrowej wysokości rzeźba Herkules i Kakus, której autorem jest Baccio Bandinelli (1493 – 1560), czy konny pomnik Kosmy I.
Ważnym czynnikiem rozwoju renesansu był fakt, że mecenasami sztuki zaczęli stawać się członkowie bogatych rodów, a nie tylko - jak w średniowieczu - Kościół. Jednocześnie architektura świecka traciła funkcje obronne. Choć tematyka biblijna była dalej obecna w twórczości malarskiej czy rzeźbiarskiej, to prywatni mecenasi wręcz masowo zamawiali portrety. Artyści przestali być rzemieślnikami a stawali się ludźmi coraz bogatszymi dzięki zamówieniom prywatnych, majętnych osób.
Ideałem w renesansie stał się artysta wszechstronny, stąd – w większości - łączyli oni malarstwo z rzeźbą i architekturą.

Budowlą, którą z pewnością trzeba we Florencji zobaczyć jest kamienny most przez rzeką Arno - Ponte Vecchio. Nie jest to zbytek renesansowy, bo zbudowano go w pierwszej połowie XIV wieku, w dodatku na fundamentach drewnianego obiektu, powstałego jeszcze w czasach starożytnego Rzymu. Ze względu na znajdujące się na nim sklepiki jubilerskie, jest nazywany Mostem Złotników.

Jeśli od czegoś można dostać oczopląsu, to z pewnością można tego doświadczyć, przechodząc mostem. Liczba sklepów, wystaw i zgromadzonych w tych miejscach wytworów sztuki jubilerskiej jest wprost oszałamiająca. Można, a nawet trzeba, pozwolić sobie choć na symboliczną pamiątkę z takiego spaceru. Jakby tego było mało, most ma taras widokowy, z którego można podziwiać samą rzekę i panoramę miasta.
Nie zawsze jednak na tym moście handlowano zlotem. Pierwotną funkcją mostu była jatka, czyli handel mięsem i rybami. Towarzyszący tym towarom zapach przeszkadzał jednak Medyceuszom, którzy przechodzili mostem ze swojego pałacu do katedry. Najpierw zakazali więc handlu mięsem na moście, a potem zbudowali sobie jego drugą kondygnację, by móc w pełnym komforcie, nie stykając się z plebsem, odbywać swoją rutynową trasę. Przy odrobinie szczęścia i dużej zapobiegliwości można przejść się tym korytarzem i obecnie, ale kupno biletu na taki spacer jest trudne.

Budowli zabytkowych i wartych zobaczenia jest we Florencji – poza wymienionymi – mnóstwo. Przede wszystkim kościoły. Że wymienię tylko Bazylika Santa Croce, Kościół Ducha Świętego, Bazylika Santa Maria Novella, Bazylika św. Wawrzyńca z kaplicą Medyceuszy, Bazylika św. Marka, Bazylika Zwiastowania.

Wszystkie te obiekty położone są niedaleko siebie, niemniej pospacerować trzeba sporo. Lecz z pewnością trud włożony w chodzenie zostanie sowicie wynagrodzony niezwykłymi dziełami sztuki, znajdującymi się w tych budowlach: obrazy, rzeźby i płaskorzeźby, freski, sarkofagi itd.

Do tego można dodać – widziane po drodze – inne budowle, jak chociażby Szpital Niewiniątek ( L'ospedale Degli Innocenti). Na zobaczeniu tego obiektu zależało mi szczególnie, bo obiekt zaprojektowany również przez Francesco Brunelleschiego uważa sie za pierwszą realizację i wzór renesansowych arkad, tak potem rozpowszechnionych także w Polsce.

Tajemnica ich urody tkwi, jak to zazwyczaj bywa, w ich prostocie i proporcjach. Wysokość kolumny od podstawy do głowicy ma byż równa szerokości łuku. W ten sposób powstaje idealny kwadrat na dole i idealne półkole u góry.
I na koniec creme de la creme Florencji, czyli muzea. Można w nich spędzić dużo czasu i odwiedzający nie zazna nudy. Przewodniki zalecają, by w samej tylko Galerii Uffizi spedzić przynajmniej 3- 4 godziny. Nie bedzie to z pewwnoscią czas stracony, bo nagromadzenie dzieł jest tam tak duże, że można naprawdę dostać zawrotu glowy. Same wnętrza obiektu mogą zaspokoić nawet najbardziej wybrednych miłośników piękna. To jedno z najbardziej renomowanych muzeów świata. Założone zostało juz w 1584 roku przez Franciszka I Medyceusza i zawiera wyjątkową kolekcję obrazów i rzeźb artystów renesansu oraz późniejszych. Uffizzi ma też ponoć najstarszą i największą kolekcję autoportretów świata. Wymienienie wszystkich wielkich nazwisk jest niemozliwe, więc powiem tylko, że zrobiłem około stu zdjęć dzieł takich mistrzów jak Giotto (ok. 1267 – 1337), Masaccio (1401 – 1428), Piero della Francesca (ok. 1412 – 1492), Sandro Botticelli (ok. 1445 – 1510), Leonardo da Vinci (1452 – 1519), Michał Anioł (1475 – 1564), Rafael Santi (1483 – 1520), Caravaggio (1571 – 1610), Albrecht Dürer (1471 – 1528), Artemisia Gentileschi (1593- 1654) Rembrandt van Rijn (1606 – 1669), Rubens (1577 – 1640), Hans Memling (ok. 1430–1440 – 1494).
Przy tych najsławniejszych obrazach jak Narodziny Wenus czy Primavera Botticelliego stoją wręcz tłumy fotografujących obraz i robiących selfie, więc trzeba przewidzieć trochę czasu na wyjście na dogodną dla siebie pozycję. Jak to dobrze – pomyślałem - że Medyceusze nie posłuchali kiedyś nakazu kontrowersyjnego zakonnika Hieronima Savonaroli (1452 - 1498) i nie oddali posiadanych obrazów Botticelliego - które miały wywoływać zgorszenie ze względu na nagość - do spalenia.
Szczególnie ucieszyło mnie to, że zobaczyłem w oryginale kolejne cztery obrazy Caravaggia, mojego ulubionego malarza epoki baroku. Jednak w poszukiwaniu baroku udam się do Rzymu, bo tam jest jego kolebka. I jedno odkrycie ku wielkiemu zaskoczeniu. Nigdzie nie widziałem wcześniej informacji, że jest w Uffizzi obraz któregokolwiek Polaka. Tymczasem można tam zobaczyć Autoportret Taddeo Kuntze (1727-1793), urodzonego w Zielonej Górze polskiego malarza.
Żeby nie być aż tak śmiertelnie poważnym powiem, że widziałem we Florencji również rzeczy mniej serio, a może nawet wcale niepoważne. Ot, choćby gra na ulicy w trzy karty. Sceneria i scenariusz znany o nas od lat: czarodziej i zgromadzona wokół niego grupka graczy, z których jeden wygrywa, a inni się na to nabierają. Nic się w tej kwestii nie zmieniło od czasów Franka Dolasa z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” (reż. Tadeusz Chmielewski). Zabawne wydały mi się również niektóre znaki drogowe, jak na przykład zakaz wchodzenia dla szczurów, czy zakaz wylewania wina na ulicę. Włoskiego wina z pewnością wylewać nie wolno, to mogę potwierdzić zdecydowanie.

Nie ukrywam, że moja fascynacja Włochami, tamtejszą architekturą, rzeźbą i malarstwem jest inspirowana Zbigniewem Herbertem, a konkretnie jego zbiorem esejów „Barbarzyńca w ogrodzie”, swoistym sprawozdaniem z podróży po południowych krańcach Europy w poszukiwaniu dzieł sztuki w tamtym regionie. Herbert nie dość, że pięknie pisał o oglądanych dziełach i krajobrazach, to w dodatku potrafił je znakomicie szkicować. Gorąco polecam tę lekturę wszystkim, którzy interesują się historią sztuki i mają ochotę na obcowanie ze znakomitą literaturą.
Andrzej Zawadzki Przejdź do strony głównej













