top of page

Jak patrzeć na świat przez różowe okulary? To wybór, który zmienia sposób przeżywania życia.

Ela Cissowska
1 wrz
4 minut(y) czytania

Są ludzie, którzy na pytanie: „Jak się masz?” zawsze odpowiadają: „Dobrze. Zawsze znajdzie się coś, z czego można się ucieszyć.”

I są tacy, którzy natychmiast zaczynają wyliczać wszystko, co poszło nie tak.

Co ciekawe, bardzo często żyją w tych samych czasach, mają podobne problemy, podobny wiek i podobne doświadczenia. Różni ich jednak coś znacznie ważniejszego niż okoliczności. Różni ich sposób patrzenia na świat.



Czasami nazywa się to patrzeniem przez różowe okulary.

To określenie bywa używane z lekką ironią. Jakby oznaczało naiwność, uciekanie od rzeczywistości albo udawanie, że wszystko jest idealne.


A przecież prawda jest zupełnie inna.

Po sześćdziesiątce, siedemdziesiątce czy osiemdziesiątce człowiek doskonale wie, że życie nie jest bajką. Wie, czym jest strata, rozczarowanie, choroba bliskich, samotność czy zmieniające się ciało.

Dlatego właśnie świadome wybieranie optymizmu nie jest naiwnością.

To dojrzała decyzja.


Nie chodzi o udawanie, że nie ma problemów

Noszenie „różowych okularów” nie oznacza zamykania oczu na rzeczywistość. Nie oznacza ignorowania wiadomości ze świata ani przekonywania siebie, że wszystko zawsze kończy się dobrze.


To raczej umiejętność powiedzenia: "Tak, dziś jest trudno. Ale to nie znaczy, że jutro nie wydarzy się nic dobrego." To ogromna różnica.

Pesymizm sprawia, że człowiek widzi wyłącznie przeszkody. Optymizm pozwala dostrzec również możliwości. A możliwości istnieją niemal zawsze.


Nasz mózg widzi to, czego szuka

Psychologowie od dawna wiedzą, że nasz mózg działa jak niezwykle precyzyjny filtr. Jeżeli przez cały dzień szukamy powodów do zmartwień, znajdziemy ich dziesiątki. Jeżeli świadomie zaczniemy zauważać rzeczy dobre, również znajdziemy ich bardzo wiele. To nie magia. To sposób działania naszego umysłu.


Każdego dnia wokół nas dzieją się setki małych wydarzeń. Promień słońca wpadający przez okno. Zapach świeżo zaparzonej kawy. Telefon od dawno niewidzianej przyjaciółki. Miły uśmiech sprzedawczyni. Kwitnące pelargonie na balkonie. Śmiech wnuków. Śpiew ptaków o poranku.

Problem polega na tym, że często jesteśmy tak skupieni na tym, co nie działa, że przestajemy dostrzegać wszystko inne.


Największy luksus? Umieć cieszyć się drobiazgami

Kiedy byliśmy młodsi, szczęście często kojarzyło się z wielkimi wydarzeniami: Nowy dom. Awans. Samochód. Egzotyczne wakacje.

Po latach okazuje się, że największe znaczenie mają rzeczy zaskakująco proste: Godzina spędzona z książką. Spacer po lesie. Świeże truskawki kupione na targu. Długi letni wieczór. Ulubiony fotel. Dobra herbata.

Możliwość powiedzenia: "Nigdzie się dziś nie spieszę."

To właśnie takie chwile budują prawdziwe poczucie szczęścia. Nie spektakularne wydarzenia. Codzienność.



Dbanie o siebie zaczyna się od małych gestów

Coraz częściej mówi się o self-care, czyli trosce o siebie. Niektórzy wyobrażają sobie od razu kosztowne zabiegi SPA, luksusowe kosmetyki albo egzotyczne wyjazdy.


A przecież troska o siebie wygląda znacznie skromniej: To otwarcie okna o poranku. Kilkanaście minut ciszy. Spacer z psem. Podlanie kwiatów. Telefon do osoby, przy której zawsze się uśmiechamy. Ulubiona muzyka. Dobra książka. Drzemka bez wyrzutów sumienia.


To chwile, które przypominają nam, że nasze życie również zasługuje na uwagę. Nie dopiero wtedy, gdy wszystko inne zostanie załatwione. Już teraz.



Wdzięczność nie zmienia przeszłości. Zmienia teraźniejszość.

Badania psychologiczne od lat pokazują, że regularne praktykowanie wdzięczności poprawia samopoczucie, obniża poziom stresu i pomaga lepiej radzić sobie z trudnościami.


Nie chodzi o wielkie deklaracje.

Wystarczy każdego wieczoru odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:

Za co dziś mogę być wdzięczna?

Może za zdrowie.

Może za spokojny dzień.

Może za to, że ktoś się do nas uśmiechnął.

Może za ciepły obiad.

Może za piękny zachód słońca.

Im częściej ćwiczymy wdzięczność, tym łatwiej zauważamy dobro obecne w naszym życiu.


Po sześćdziesiątce naprawdę możemy wybierać

To jedna z największych zalet dojrzałości. Nie musimy już nikomu niczego udowadniać. Nie musimy uczestniczyć we wszystkich konfliktach. Nie musimy odpowiadać na każdą zaczepkę. Nie musimy porównywać się z innymi.

Możemy świadomie wybierać ludzi, miejsca i zajęcia, które dają nam spokój. To ogromny przywilej. A jednocześnie odpowiedzialność. Bo jakość naszego życia coraz częściej zależy od decyzji, które podejmujemy każdego dnia.


Nadzieja jest mięśniem

Psychologowie często mówią, że optymizm można trenować. Podobnie jak mięśnie. Na początku wydaje się to sztuczne. Zmuszamy się, aby zauważyć coś dobrego. Ale z czasem nasz mózg zaczyna robić to automatycznie.

Zaczynamy szybciej podnosić się po porażkach. Łatwiej wybaczamy. Mniej rozpamiętujemy. Więcej się śmiejemy.

I nagle okazuje się, że świat nie stał się łatwiejszy. To my staliśmy się silniejsi.


Trudności nie znikają. Ale łatwiej je unieść.

Nikt z nas nie przejdzie przez życie bez problemów. Nie ma wieku wolnego od trosk. Jednak istnieje ogromna różnica pomiędzy człowiekiem, który każdego dnia nosi na plecach ciężar całego świata, a kimś, kto obok tego ciężaru potrafi jeszcze dostrzec kwitnące róże.

To właśnie robią symboliczne różowe okulary. Nie usuwają problemów. Pomagają w tym, aby problemy nie przesłoniły wszystkiego innego.



Każdy dzień daje nową okazję

Może warto każdego ranka zadać sobie bardzo proste pytanie: Co dziś sprawi, że się uśmiechnę?

To nie musi być nic wielkiego: Nowa sukienka. Wycieczka. Kawa wypita na balkonie. Lody z wnukami. Krótka przejażdżka nad morze. Nowa roślina do ogrodu. Telefon do siostry. Kilka stron dobrej powieści.


Życie nie składa się z wielkich wydarzeń. Składa się z tysięcy małych chwil. To właśnie one decydują o tym, czy wieczorem pomyślimy: "To był całkiem dobry dzień."


Nie różowe okulary. Raczej uważne serce.

Może więc warto przestać mówić o różowych okularach. Bo nie chodzi o patrzenie na świat przez filtr, który ukrywa prawdę. Chodzi o coś znacznie głębszego. O wybór, by mimo doświadczeń, mimo rozczarowań i mimo trudniejszych dni nie pozwolić, aby zgorzknienie stało się naszym stałym towarzyszem.


Dojrzałość daje nam niezwykłą wolność. Możemy wybierać, na czym skupimy uwagę. Możemy pielęgnować wdzięczność. Możemy dbać o siebie bez poczucia winy. Możemy cieszyć się zwyczajnymi chwilami.


I możemy każdego dnia przypominać sobie, że najlepsze rozdziały życia nie zawsze znajdują się na jego początku. Czasami piszą się właśnie teraz.

Bo prawdziwe szczęście nie polega na tym, że świat staje się doskonały. Polega na tym, że uczymy się dostrzegać jego piękno, nawet wtedy, gdy nie jest idealny.


bottom of page