Czas dla siebie: Jak nie mieć wyrzutów sumienia, gdy robisz coś tylko dla siebie?
- Ela Cissowska
- 1 sty
- 3 minut(y) czytania
Tym razem o temacie, który dla wielu z nas jest wyzwaniem: czas tylko dla siebie. Bez wyrzutów sumienia, bez myślenia „czy wypada”. Bo wypada. A nawet – trzeba.
Znasz to uczucie, kiedy w końcu masz chwilę spokoju – książka czeka, herbatka pachnie, cisza błoga – a w głowie: „Może powinnam zrobić pranie?”, „Może zadzwonić do kogoś?”, „Może nie wypada tak po prostu nic nie robić?”
Znasz to? Bo ja tak. I wielu z nas też.
Ale prawda jest taka: robienie czegoś tylko dla siebie nie jest luksusem. To forma troski. O siebie. O swoje zdrowie psychiczne. O swoje poczucie wartości.

Dlaczego tak trudno „po prostu odpocząć”?
Bo przez lata słyszeliśmy: „Najpierw obowiązki, potem przyjemności”. Tylko że... po sześćdziesiątce tych „obowiązków” często już nie ma aż tyle. Dzieci dorosłe. Praca mniej intensywna albo już za nami. I nagle zostaje pustka, którą nie wiemy, jak zapełnić tylko sobą.
A przecież to najlepszy moment, by właśnie teraz zadbać o siebie – z czułością, a nie z wyrzutami sumienia.
„Tylko dla siebie” – to nie egoizm
To jedno z największych nieporozumień: że jeśli myślisz o sobie, to jesteś samolubna/-y.
A przecież:
Kiedy jesteś spokojna/y – masz więcej cierpliwości do innych.
Kiedy jesteś wypoczęta/y – masz energię, by działać z radością.
Kiedy robisz coś, co Cię karmi – masz ochotę dzielić się tym z innymi.
To nie egoizm. To inwestycja.
Jak znaleźć czas dla siebie – nawet jeśli wydaje się, że go nie ma?
Zacznij od pytania: „Co mnie naprawdę regeneruje?” Bo czasem mamy czas, tylko nie wiemy, jak go wykorzystać dla siebie, a nie dla innych.
5 drobnych (ale ważnych) rytuałów:
Poranna kawa w ciszy – zanim włączysz telefon, wiadomości, obowiązki.
15 minut dziennie z książką / muzyką / kolorowanką / szydełkiem – cokolwiek sprawia, że się uśmiechasz.
Spacer tylko dla siebie – bez celu, bez planu, bez telefonu.
Wieczorne „zamykanie dnia” – kilka słów w notesie: co było dobre, co mnie poruszyło, za co jestem wdzięczna.
Jeden dzień w tygodniu z intencją „co dziś zrobię tylko dla siebie?” – i to realizuj, choćby to była kąpiel z pianką.

A co, jeśli inni się „obrażą”?
Nie obrażą się. A jeśli tak – to może warto zadać sobie pytanie: czyja potrzeba tu jest najważniejsza?
Jeśli przez całe życie byłaś/eś dla innych – to teraz możesz być trochę bardziej dla siebie. A prawdziwi przyjaciele zrozumieją. I... często zaczną Cię w tym wspierać.
Znajoma powiedziała kiedyś: „Gdy zaczęłam mówić w domu: potrzebuję godziny ciszy, nikt się nie obraził. Wszyscy zaczęli szanować mój rytm.”
Co robić „dla siebie”? Nie wiesz? To świetnie!
Wielu z nas zapomniało, co lubi. Serio. I to nie wstyd.
To dobry moment, by zapytać siebie:
Co sprawiało mi radość w młodości?
Kiedy ostatnio coś robiłam/em tylko dlatego, że miałam/em na to ochotę?
Co mnie uspokaja?
Co mnie rozśmiesza?
Czego nigdy nie próbowałam/em, ale mnie kusi?
Odpowiedzi mogą Cię zaskoczyć. I właśnie o to chodzi.
„Ale przecież inni mają gorzej…”
To prawda. Ale to nie zmniejsza Twoich potrzeb. Twoje zmęczenie nie znika tylko dlatego, że ktoś inny ma trudniej. Twoje prawo do odpoczynku nie przestaje istnieć, bo świat się nie zatrzymuje.
Nie musisz cierpieć za innych, żeby być wartościowym człowiekiem.
Jak przestać się tłumaczyć?
Nie musisz mówić:
„Przepraszam, że nie odbieram, odpoczywałam/em.”
„Nie miałam/em czasu, bo byłam/em na spacerze.”
„Odpoczywam, ale zaraz zrobię...”
Zamiast tego możesz po prostu powiedzieć:
„To był mój czas.”
„Teraz potrzebuję chwili dla siebie.”
„Zajmę się tym, jak doładuję baterie.”
To wystarczy. Serio.

Twoje „tylko dla siebie” jest święte
Nie musisz wypełniać każdej godziny pożytecznym działaniem. Nie musisz być dostępna/y na każde zawołanie. Nie musisz działać non stop, by zasłużyć na... oddech.
Bo już zasłużyłaś/eś.
I możesz. I warto.
Ela Cissowska Przejdź do strony głównej


