top of page

Napisz swoje życie na nowo. Emerytura może być początkiem, a nie końcem.

Ela Cissowska
17 godzin temu
11 minut(y) czytania

Czasami największym ryzykiem w życiu wcale nie jest porażka.

Nie jest nim podjęcie złej decyzji. Nie jest nim rozpoczęcie czegoś, co ostatecznie się nie uda. Nie jest nim nawet moment, kiedy musimy przyznać przed sobą: „Spróbowałam i nie wyszło”.


Znacznie większym ryzykiem może być pozostanie dokładnie w tym samym miejscu przez kolejne pięć, dziesięć czy piętnaście lat.

W tych samych przyzwyczajeniach. W tych samych relacjach. Z tymi samymi obawami. W tym samym codziennym rytmie, który już dawno przestał dawać nam satysfakcję.


I ciągle z tym samym zdaniem: „Kiedyś to zrobię.”

Kiedy będę mieć więcej czasu. Kiedy poczuję się pewniej. Kiedy będę miała więcej energii. Kiedy wszystko się uspokoi. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment.


Tylko że w pewnym wieku zaczynamy rozumieć coś bardzo ważnego: odpowiedni moment rzadko przychodzi sam. Trzeba go sobie stworzyć.

Emerytura daje ku temu niezwykłą okazję.

Nie dlatego, że nagle wszystko staje się łatwe. Wręcz przeciwnie. Zakończenie pracy zawodowej może wywołać emocje, których wcześniej zupełnie się nie spodziewaliśmy. Może pojawić się ulga. Ale również pustka.

Wolność. Ale także dezorientacja. Radość z tego, że nie musimy już rano wychodzić do pracy. A jednocześnie pytanie, które potrafi być wyjątkowo niewygodne:

Jeżeli nie jestem już tym, kim byłam/byłem przez ostatnie trzydzieści czy czterdzieści lat… to kim właściwie jestem teraz?



I właśnie w tym miejscu może zacząć się jedna z najważniejszych przemian naszego życia. Nie chodzi o wymyślanie siebie od początku.

Chodzi o odkrycie, kim jesteśmy wtedy, kiedy przestajemy żyć przede wszystkim według obowiązków, oczekiwań i ról narzuconych nam przez wcześniejsze dekady.


Kiedy praca była czymś więcej niż pracą

Przez większą część dorosłego życia niemal automatycznie odpowiadamy na pytanie „Kim jesteś?” poprzez wykonywany zawód.

Jestem nauczycielką.

Jestem księgową.

Jestem pielęgniarką.

Prowadzę firmę.

Pracuję w administracji.

Jestem menedżerem.

Jestem lekarzem.

Pracuję w banku.

Na pierwszy rzut oka jest to tylko informacja o sposobie zarabiania pieniędzy. W rzeczywistości przez dziesięciolecia zawód staje się częścią naszej tożsamości. Wyznacza rytm dnia. Daje poczucie kompetencji. Tworzy sieć kontaktów. Zapewnia status społeczny. Daje powód, żeby rano wstać o określonej godzinie, ubrać się, wyjść z domu i gdzieś być potrzebnym.


Praca bardzo często dostarcza nam również drobnych potwierdzeń własnej wartości. Ktoś pyta nas o opinię. Ktoś potrzebuje naszej wiedzy. Ktoś dzwoni. Przychodzi e-mail. Jest spotkanie. Jest problem do rozwiązania. Jest termin. Jest projekt.


I nagle tego nie ma. Telefon milczy. Kalendarz jest pusty. Poniedziałek zaczyna przypominać sobotę, a środa niewiele różni się od piątku.

Dla jednych jest to cudowne poczucie wolności. Dla innych, doświadczenie zaskakująco trudne. Bo człowiek nie traci wtedy wyłącznie pracy. Traci również strukturę, którą ta praca przez wiele lat tworzyła wokół jego życia.


Emerytura to zmiana tożsamości

O przejściu na emeryturę często mówi się niemal wyłącznie językiem finansowym. Czy emerytura wystarczy? Ile można dorobić? Jak zmieni się budżet? Czy warto wcześniej spłacić kredyt?

Są to oczywiście ważne kwestie. Ale znacznie rzadziej mówi się o psychologicznym wymiarze emerytury.


A przecież jest to jedna z największych zmian tożsamości w dorosłym życiu.

Przez kilkadziesiąt lat świat mówił nam, czego od nas oczekuje.

Ucz się. Zdobądź zawód. Pracuj. Awansuj. Kup mieszkanie. Wychowaj dzieci. Spłać kredyt. Bądź odpowiedzialny. Dbaj o rodzinę. Odkładaj na przyszłość.


I nagle przychodzi moment, kiedy duża część tej wieloletniej listy zostaje odhaczona. Dzieci mają własne życie. Kariera jest zakończona. Poranne korki przestają nas dotyczyć. Szef już nie dzwoni. Nikt nie oczekuje raportu do piątku.

I pojawia się coś, czego przez wiele lat tak bardzo pragnęliśmy: czas należący do nas.


Paradoks polega na tym, że nie każdy od razu wie, co z nim zrobić.

Wolność brzmi pięknie, dopóki jest marzeniem. Kiedy staje się codziennością, wymaga od nas odpowiedzi na zupełnie nowe pytanie:

Czego ja właściwie chcę?

Nie czego potrzebują dzieci. Nie czego oczekuje firma. Nie co wypada. Nie co robią wszyscy znajomi. Czego chcę ja?

Dla wielu osób odpowiedź okazuje się zaskakująco trudna.


Przez lata można stracić kontakt z własnymi pragnieniami

Nie dlatego, że nie mamy marzeń. Po prostu przez bardzo długi czas były ważniejsze sprawy. Trzeba było pracować. Wychowywać dzieci. Pomagać rodzicom. Pilnować rachunków. Organizować święta. Robić zakupy. Prowadzić dom. Rozwiązywać problemy.


Kolejne lata mijały w rytmie obowiązków. I bardzo łatwo było powiedzieć sobie:

„Kiedyś zacznę malować.”

„Kiedyś nauczę się włoskiego.”

„Kiedyś pojadę sama do Paryża.”

„Kiedyś będę więcej czytać.”

„Kiedyś zacznę chodzić do teatru.”

„Kiedyś wrócę do fotografii.”

„Kiedyś zapiszę się na zajęcia.”

„Kiedyś bardziej o siebie zadbam.”

A później przychodzi emerytura. To „kiedyś” właśnie nadeszło.


I wtedy często wydarza się coś niezwykłego. Zamiast zacząć realizować dawne plany, odkładamy je dalej. Tylko teraz używamy innych argumentów.

„Może jestem już na to za stara.”

„Nie znam tam nikogo.”

„Nigdy wcześniej tego nie robiłam.”

„Nie chcę wyglądać śmiesznie.”

„Co ludzie powiedzą?”

„Nie wiem, czy dam sobie radę.”

„Może później.”

Mechanizm pozostaje dokładnie ten sam. Zmieniły się jedynie wymówki.


Autosabotaż rzadko wygląda jak autosabotaż

Kiedy słyszymy określenie „autosabotaż”, wyobrażamy sobie zwykle kogoś, kto świadomie niszczy własne szanse. W rzeczywistości autosabotaż jest zazwyczaj znacznie subtelniejszy. Może wyglądać jak rozsądek. Jak ostrożność. Jak odkładanie decyzji. Jak przekonanie, że trzeba się jeszcze lepiej przygotować. Jak oglądanie dziesiątego filmu o ćwiczeniach zamiast pójścia na pierwszy spacer. Jak czytanie o podróżach zamiast zarezerwowania pierwszego wyjazdu. Jak kupowanie kolejnego notesu do nauki języka zamiast zapisania się na zajęcia.

Jak mówienie: „Zacznę od przyszłego miesiąca.”


Problem polega na tym, że przyszły miesiąc bardzo szybko zmienia się w przyszły rok. A przyszły rok, w kolejne pięć lat. Czas nie zatrzymuje się dlatego, że nie podjęliśmy decyzji.


Znajome bywa silniejsze niż dobre

Człowiek ma naturalną tendencję do wybierania tego, co znane.

Nawet jeżeli znane nie zawsze jest dobre. Dlatego potrafimy przez lata pozostawać w tych samych schematach. Spotykać się z ludźmi, po których czujemy się gorzej. Oglądać te same programy. Spędzać dzień w ten sam sposób. Narzekać na samotność, ale odrzucać zaproszenia. Mówić, że chcielibyśmy mieć więcej znajomych, ale nigdy nie wychodzić poza własne cztery ściany. Pragnąć zmiany, a jednocześnie robić wszystko, żeby codzienność pozostała niezmienna.


Nie robimy tego dlatego, że jesteśmy nierozsądni. Robimy to dlatego, że przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa. Nowe życie wymaga natomiast wejścia na teren, którego jeszcze nie znamy. A to zawsze wiąże się z pewnym dyskomfortem.


Nie wszystko, co niewygodne, jest złe

To jedna z ważniejszych rzeczy, jakie można zrozumieć po sześćdziesiątce.

Dyskomfort nie zawsze oznacza, że podejmujemy złą decyzję. Czasami oznacza po prostu, że robimy coś nowego.

  • Pierwsze wejście do klubu czy grupy, gdzie nikogo nie znamy, może być niezręczne.

  • Pierwsze zajęcia taneczne mogą sprawić, że będziemy czuć się niepewnie.

  • Pierwszy samotny wyjazd może budzić obawy.

  • Pierwsza próba nauczenia się czegoś zupełnie nowego może przypomnieć nam, jak to jest znowu być początkującym.

Ale właśnie tam bardzo często zaczyna się rozwój. Nie wtedy, kiedy wszystko jest idealnie przygotowane. Tylko wtedy, kiedy mimo lekkiego niepokoju robimy pierwszy krok.


Najbardziej niebezpieczne zdanie: „Jest już za późno”

Można przegapić wiele możliwości właśnie przez te cztery słowa.

Jest już za późno.

  • Za późno na naukę.

  • Za późno na zmianę stylu.

  • Za późno na nową znajomość.

  • Za późno na podróż.

  • Za późno na przeprowadzkę.

  • Za późno na miłość.

  • Za późno na własny projekt.

  • Za późno na zmianę sposobu życia.


Tylko kto właściwie ustala tę granicę? Społeczeństwo? Znajomi? Metryka? Przyzwyczajenie? A może my sami?


Oczywiście z wiekiem zmieniają się nasze możliwości i priorytety. Nie chodzi o udawanie, że mamy trzydzieści lat. Chodzi o coś dokładnie odwrotnego.

O wykorzystanie tego, co mamy właśnie teraz: doświadczenia, dystansu, większej znajomości siebie, mniejszej potrzeby imponowania innym, świadomości, że czas nie jest abstrakcyjnym pojęciem.

I właśnie dlatego może być cenniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.



Wyobraź sobie siebie za dziesięć lat

To ćwiczenie może być niewygodne, ale potrafi bardzo wiele zmienić.

Wyobraź sobie zwykły poranek za dziesięć lat. Nie święta. Nie urodziny. Nie wyjątkową podróż.

Zwyczajny wtorek. Gdzie mieszkasz? Jak wygląda Twój dzień? Kto jest wokół Ciebie? Czy wychodzisz z domu? Czy masz ludzi, z którymi lubisz rozmawiać? Czy coś Cię ciekawi? Czy masz coś, na co czekasz? Czy masz swoje rytuały? Czy uczysz się czegoś? Czy czujesz, że nadal uczestniczysz w świecie?


A teraz najważniejsze pytanie: Jeżeli przez następne dziesięć lat będziesz żyć dokładnie tak jak dzisiaj, czy ten obraz Ci się podoba?

Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to wspaniale.

Ale jeżeli gdzieś w środku pojawia się ciche „nie bardzo”, warto go posłuchać. Bo przyszłość nie stworzy się nagle za dziesięć lat.

Tworzysz ją dzisiaj.


Emerytura potrzebuje kierunku

W pracy kierunek najczęściej był narzucony z zewnątrz. Były projekty. Cele. Terminy. Spotkania. Plan roku. Plan miesiąca. Plan tygodnia.


Na emeryturze nikt już nie ustala nam tego kalendarza. I właśnie dlatego warto stworzyć własny.

Nie chodzi o zamianę emerytury w kolejny etat. Nie potrzebujemy kalendarza wypełnionego od rana do wieczora. Potrzebujemy raczej poczucia kierunku.

Czego chciałabym mieć w swoim życiu więcej?

  • Spokoju?

  • Ludzi?

  • Ruchu?

  • Podróży?

  • Kultury?

  • Natury?

  • Nauki?

  • Twórczości?

  • Bliskości?

  • Przygody?


A czego chciałabym mieć mniej?

  • Pośpiechu?

  • Negatywnych ludzi?

  • Telewizji?

  • Bezmyślnego przeglądania telefonu?

  • Obowiązków podejmowanych tylko dlatego, że „tak trzeba”?

  • Nieustannego martwienia się?

To bardzo proste pytania. Ale odpowiedzi potrafią stać się początkiem prawdziwej zmiany.



Nie planuj tylko tego, co chcesz robić. Pomyśl, kim chcesz się stać

To subtelna, ale ogromna różnica.

Możemy powiedzieć: „Chcę częściej podróżować.”

Ale możemy również powiedzieć: „Chcę stać się osobą ciekawą świata.”

Możemy powiedzieć: „Chcę więcej chodzić.”

Albo: „Chcę być osobą, która codziennie dba o swoją sprawność.”

Możemy powiedzieć: „Chcę poznać ludzi.”

Albo: „Chcę stworzyć wokół siebie życie pełne ciekawych relacji.”


Kiedy zmieniamy sposób myślenia o sobie, pojedyncze działania przestają być przypadkowymi zadaniami. Stają się częścią nowej tożsamości. I właśnie w ten sposób powstaje trwała przemiana.


Małe decyzje tworzą nowe życie

Wielu ludzi czeka na wielki przełom.

  • Nowy dom.

  • Wielką podróż.

  • Nowy związek.

  • Przeprowadzkę.

  • Spektakularną zmianę.

Tymczasem większość życiowych przemian zaczyna się bardzo niepozornie. Od jednego spaceru. Jednej rozmowy. Jednych zajęć. Jednego telefonu.

Jednego „tak” wypowiedzianego zamiast zwyczajowego „może innym razem”.


Jeżeli przez trzydzieści lat prawie zawsze odmawiałaś spontanicznych propozycji, możesz zacząć od przyjęcia jednej.

Jeżeli od lat spędzasz większość czasu w domu, możesz zacząć od jednego wyjścia tygodniowo.

Jeżeli ciągle myślisz o nauce czegoś nowego, możesz zapisać się na pierwszy kurs.

Nie potrzebujesz rewolucji. Potrzebujesz ruchu.



Zmiana środowiska pomaga zmienić siebie

Otoczenie ma na nas ogromny wpływ. Jeżeli cały dzień spędzamy w tym samym fotelu, przed tym samym telewizorem, rozmawiając z tymi samymi osobami o tych samych problemach, trudno oczekiwać zupełnie nowych myśli.

Czasami zmiana zaczyna się od bardzo prostego wyjścia z własnego schematu.

  • Nowa kawiarnia.

  • Biblioteka.

  • Klub książki.

  • Uniwersytet Trzeciego Wieku.

  • Basen.

  • Muzeum.

  • Wycieczka.

  • Wolontariat.

  • Kurs językowy.

  • Warsztaty fotograficzne.

  • Grupa spacerowa.


Nie chodzi wyłącznie o zajęcia. Chodzi o wystawienie siebie na nowe bodźce, ludzi, rozmowy i możliwości. Często nie wiemy, co będzie kolejnym interesującym rozdziałem życia, dopóki nie zaczniemy wychodzić mu naprzeciw.


Trzeba również nauczyć się odpuszczać

Pisanie życia na nowo nie oznacza wyłącznie dodawania nowych rzeczy.

Czasami wymaga usuwania starych.

Starych obowiązków. Starych urazów. Starych oczekiwań. Starych przekonań o tym, jaka „powinnaś” być.


Być może przez całe życie byłaś osobą, która zawsze wszystkim pomagała.

Może trudno Ci powiedzieć „nie”. Może czujesz się odpowiedzialna za problemy dorosłych dzieci. Może wciąż próbujesz zadowolić ludzi, którzy dawno przestali odgrywać ważną rolę w Twoim życiu.


W pewnym momencie warto zapytać: Czy naprawdę chcę zabrać to wszystko ze sobą w kolejne dziesięć lat?

Nie każda wersja nas samych musi podróżować z nami do przyszłości.

Niektórym można podziękować. Spełniły swoją rolę.


Nie musisz już nikomu udowadniać swojej wartości

To może być jeden z największych luksusów dojrzałości.

Przez pierwszą część życia często coś udowadniamy. Że jesteśmy dobrymi pracownikami. Dobrymi rodzicami. Dobrymi partnerami. Że sobie radzimy. Że odnosimy sukces. Że mamy ładny dom. Że dzieci dobrze sobie radzą. Że nasze życie wygląda tak, jak powinno.


Po sześćdziesiątce możemy coraz częściej zadawać sobie zupełnie inne pytanie: Czy to życie naprawdę mi odpowiada?

Nie czy robi wrażenie. Nie czy wygląda dobrze na zdjęciu. Nie czy inni je zaakceptują.

Czy dobrze się w nim czuję? To pytanie potrafi prowadzić do bardzo ciekawych odpowiedzi.



Trwała transformacja nie opiera się na motywacji

Motywacja jest kapryśna. Jednego dnia możemy czuć ogromny entuzjazm. Drugiego nie chce nam się zrobić niczego. Dlatego trwała zmiana powinna opierać się bardziej na strukturze niż na chwilowym nastroju.


  • Jeżeli chcesz więcej kontaktów z ludźmi, wpisz jedno spotkanie tygodniowo do kalendarza.

  • Jeżeli chcesz więcej ruchu, ustal konkretną porę spaceru.

  • Jeżeli chcesz czytać, połóż książkę przy fotelu zamiast telefonu.

  • Jeżeli chcesz ograniczyć telewizję, nie włączaj jej automatycznie po wejściu do pokoju.

  • Jeżeli chcesz nauczyć się języka, zapisz się na regularne zajęcia.

To właśnie takie drobne mechanizmy zmieniają codzienność. A codzienność ostatecznie staje się naszym życiem.


Zwróć uwagę na język, którym opisujesz siebie

„Ja już taka jestem.” „Nigdy nie byłam odważna.” „Nie jestem towarzyski.”

„Nie umiem podróżować sama.” „Technologia nie jest dla mnie.” „W moim wieku człowiek już się nie zmienia.”


Takie zdania brzmią jak fakty. Najczęściej są jednak opowieściami, które powtarzamy sobie od bardzo dawna.

A każda opowieść powtarzana dostatecznie często zaczyna przypominać prawdę.

Spróbuj zmienić język.

Zamiast: „Nie umiem podróżować sama” powiedz: „Jeszcze nigdy nie podróżowałam sama.”

To jedno słowo - jeszcze - pozostawia otwarte drzwi.

Zamiast: „Nie jestem osobą, która poznaje nowych ludzi” powiedz: „Do tej pory rzadko stwarzałam sobie okazję do poznawania nowych ludzi.”

Przeszłość przestaje wtedy być wyrokiem. Staje się jedynie historią.


Nie potrzebujesz pozwolenia

To również bywa zaskakującym odkryciem. Przez wiele lat przyzwyczajamy się do konsultowania własnych decyzji. Z partnerem. Z dziećmi. Z pracodawcą. Z rodziną.

A później nawet wtedy, kiedy jesteśmy całkowicie niezależni, zaczynamy pytać: „Jak myślisz, czy powinnam?”


Oczywiście warto słuchać ludzi, którym ufamy. Ale nie potrzebujemy zgody całego otoczenia na to, żeby zmienić własne życie.

  • Jeżeli chcesz inaczej się ubierać - możesz.

  • Jeżeli chcesz podróżować - możesz.

  • Jeżeli chcesz studiować - możesz.

  • Jeżeli chcesz zacząć nową działalność - możesz.

  • Jeżeli chcesz spędzać święta inaczej niż przez ostatnie trzydzieści lat - również możesz.

Dojrzałość daje coś niezwykle cennego. Prawo do świadomego wyboru.



Życie po sześćdziesiątce nie musi być mniejszą wersją wcześniejszego życia

Czasami wyobrażamy sobie emeryturę jako powolne ograniczanie wszystkiego. Mniej pracy. Mniej obowiązków. Mniej ludzi. Mniej wyjazdów. Mniej planów. Mniej świata.


Ale można spojrzeć na to zupełnie inaczej.

  • Może być mniej pośpiechu, ale więcej obecności.

  • Mniej znajomych, ale lepsze relacje.

  • Mniej rzeczy, ale więcej jakości.

  • Mniej obowiązków, ale więcej wyboru.

  • Mniej potrzeby imponowania, ale więcej autentyczności.

  • Mniej chaosu, ale więcej ciekawości.

Emerytura nie musi być pomniejszaniem życia. Może być jego porządkowaniem.


Stwórz własną definicję udanej emerytury

Nie istnieje jeden właściwy model. Dla jednej osoby szczęśliwa emerytura oznacza podróże. Dla innej ogród i spokojne poranki. Ktoś chce mieszkać nad morzem. Ktoś inny chce być blisko wnuków. Jedna osoba marzy o uniwersytecie. Druga o malowaniu. Trzecia chce wreszcie żyć powoli.


Najważniejsze, żeby nie przyjąć cudzej definicji za swoją. Nie musisz podróżować po świecie tylko dlatego, że internet przedstawia to jako symbol „udanego życia po sześćdziesiątce”.

Nie musisz również siedzieć w domu tylko dlatego, że część Twojego otoczenia uważa, że „w tym wieku należy już zwolnić”. Twoje życie nie jest projektem zbiorowym.


Zadaj sobie pięć pytań

Warto usiąść kiedyś z kawą, notesem i bez pośpiechu odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

1. Co w moim obecnym życiu naprawdę lubię i chcę zachować? Nie każda zmiana oznacza burzenie wszystkiego.

2. Co robię wyłącznie z przyzwyczajenia? To pytanie często prowadzi do ciekawych odkryć.

3. Czego chciałam kiedyś spróbować, ale ciągle odkładałam? Być może właśnie teraz jest odpowiedni moment.

4. Z czego będę najbardziej żałować za dziesięć lat, jeżeli tego nie zrobię? To jedno z najważniejszych pytań.

5. Jaką kobietą/mężczyzną chcę być w kolejnym rozdziale życia? Nie tylko co chcesz posiadać. Nie tylko gdzie chcesz pojechać. Kim chcesz być?


Zacznij od eksperymentu

Nie musisz od razu wiedzieć, jak ma wyglądać reszta Twojego życia.

To byłoby bardzo duże wymaganie. Potraktuj kolejne miesiące jak serię eksperymentów. Spróbuj czegoś. Zobacz, jak się z tym czujesz. Jeżeli Ci odpowiada, kontynuuj. Jeżeli nie, wybierz coś innego.


Idź raz na zajęcia. Pojedź na jednodniową wycieczkę. Zjedz sama lunch w restauracji. Odwiedź miejsce, w którym nigdy nie byłeś.

Porozmawiaj z kimś nowym.

Zmień jeden element codziennego rytmu. Nie wszystko musi prowadzić do wielkiej pasji. Niektóre doświadczenia mają jedynie pokazać nam, czego nie chcemy. To także cenna wiedza.


Największym ryzykiem może być brak zmiany

Wyobraź sobie siebie za dziesięć lat, patrzącą/patrzącym wstecz na dzisiejszy dzień.

Co chciałabyś/chciałbyś wtedy powiedzieć? „Dobrze, że spróbowałam/spróbowałem”?

Czy: „Szkoda, że ciągle czekałam/czekałem”?


Bo chyba właśnie tego najbardziej trzeba się obawiać. Nie tego, że coś nam nie wyjdzie. Ale tego, że mieliśmy możliwość stworzenia ciekawszego, pełniejszego, bardziej naszego życia i nigdy naprawdę w nie nie weszliśmy.


Nie potrzebujemy idealnego planu. Nie musimy zmieniać wszystkiego naraz. Nie musimy również stawać się zupełnie innymi ludźmi.

Wystarczy zacząć świadomie wybierać. Trochę częściej zamiast „nie” powiedzieć „tak”. Zamiast „kiedyś” powiedzieć „w tym tygodniu”.Zamiast „jest już za późno” zapytać: „A właściwie dlaczego miałoby być za późno?”

Emerytura może być czasem odpoczynku. Może być czasem spokoju.

Ale może być również czymś jeszcze. Może być pierwszym okresem naszego dorosłego życia, w którym naprawdę mamy możliwość zastanowić się, jak chcemy żyć, bez konieczności dostosowywania większości decyzji do pracy, kariery i nieustannych obowiązków.


I może właśnie dlatego warto spojrzeć na nią nie jak na zakończenie historii. Ale jak na pustą kartkę. Nie musimy przepisywać całego życia.

Wystarczy napisać następny rozdział trochę bardziej po swojemu.

A później kolejny. I jeszcze jeden. Bo dopóki mamy przed sobą czas, mamy również możliwość wyboru, co z nim zrobimy.


Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zaczynać nowe życie. Chodzi o to, żeby nie przeżyć kolejnych lat wyłącznie dlatego, że nigdy nie zdecydowaliśmy się zmienić starego.


bottom of page