top of page

Sztuka Dobrego Życia: Czego Uczą Nas Ci, Którzy Przekroczyli Setkę

  • Ela Cissowska
  • 2 godziny temu
  • 2 minut(y) czytania

Kiedyś zapytano pewną 102-latkę, jaki jest sekret jej długiego życia. Spojrzała ponad okularami i powiedziała: „Nie mam czasu się starzeć. Mam jeszcze tyle do zrobienia.”

I im dłużej słucham historii takich osób, tym bardziej widzę, że największa mądrość przychodzi w wieku, w którym większość z nas myśli, że powinna się skończyć.



Badacze z Bostonu od lat próbują odkryć, co sprawia, że niektórzy ludzie żyją w dobrym zdrowiu sto lat i więcej. Czy to geny? Czy dieta? Czy specjalny eliksir, który ktoś ukrywa w altanie za domem?

Nic z tych rzeczy. Sekrety okazują się znacznie prostsze. A jednocześnie głęboko ludzkie.


Nie przejmować się wszystkim. Zwłaszcza tym, na co nie mamy wpływu.

Stulatkowie, jak pokazują badania, mają jedną niezwykłą cechę: potrafią przechodzić dalej. Zmartwienie – tak. Drama – nie.

Nie karmią stresu codziennymi myślami. Nie rozpamiętują. Nie dźwigają cudzych emocji jak wielkiego plecaka. Może dlatego ich twarze często są pogodne, choć przecież przeżyli więcej niż większość z nas.

Patrzę na to i myślę, że to jedna z najważniejszych umiejętności, jakie warto pielęgnować po sześćdziesiątce. Uporządkować w sobie to, co ważne. Resztę… odłożyć na półkę życia pt. „Nie muszę tego nosić”.



Ruch bez pośpiechu. Tyle, ile ciało poprosi.

Żaden ze stulatków nie wspomina, że zawdzięcza długowieczność karnetowi na siłownię. Za to wielu mówi: „całe życie byłem w ruchu”.

Chodzili piechotą. Wychodzili do ludzi. Pielili ogród. Wnosili zakupy. A przede wszystkim – nie przestawali.

Nie musimy robić maratonów. Nasze ciało dziękuje za każdy krok. Nawet mały. Zwłaszcza ten mały, ale wykonywany codziennie.



Różnorodny talerz i umiar, który kiedyś był naturalny

Stulatkowie jedzą… zwyczajnie. Z umiarem. Bez wyrzutów sumienia. Nie przejadają się. Nie eliminują całych grup produktów. Nie wchodzą w żadne modne diety.

Tylko słuchają własnego ciała. A ono naprawdę wie, kiedy powiedzieć „dość”.

I to jest może największy, zapomniany luksus: jeść tak, by czuć się dobrze, nie ciężko.



Być z ludźmi. I dla ludzi.

Jedna z bohaterek badań powiedziała: „Moi przyjaciele odchodzą, więc muszę poznawać nowych”.

Piękne. I odważne.

Stulatkowie, choć tracą znajomych, nie zamykają się. Przeciwnie – otwierają. Szukają. Rozmawiają. Uśmiechają się pierwsi.

I dzięki temu ich mózgi pracują dłużej, a serca lżej. Człowiek naprawdę potrzebuje drugiego człowieka.

W każdym wieku. A po sześćdziesiątce – szczególnie.



Czuć sens jutra

Najbardziej wzruszające w stulatkach jest to, że… oni cały czas coś planują.

Może nie na dekady do przodu. Czasem tylko na jutro. Ale to wystarczy.

Cele dają energię. Małe radości dają powód, żeby wstać z łóżka. Sens – nawet drobny – potrafi odmłodzić bardziej niż kremy, suplementy czy cały klub fitness razem wzięte.


A geny?

Owszem, mają znaczenie. Ale – i tu dobra wiadomość – to nasze codzienne wybory odpowiadają za większość tego, jak będziemy starzeć się w kolejnych latach.

Innymi słowy: bardzo wiele nadal zależy od nas.



Stulatkowie pokazują, że długie życie to nie wyścig. To sztuka. Cicha, spokojna, konsekwentna.

Możemy zacząć ją praktykować w każdym momencie.

Wystarczy:

  • mniej się martwić,

  • więcej się ruszać,

  • jeść z umiarem,

  • rozmawiać z ludźmi,

  • mieć swoją małą radość na jutro.

A jeśli kiedyś ktoś zapyta nas o sekret długiego życia…kto wie, może i my uśmiechniemy się ponad okularami.


bottom of page