top of page

Przyjaźnie po 60-tce. Kogo warto zatrzymać, a komu pozwolić odejść.

Ela Cissowska
18 godzin temu
7 minut(y) czytania

Ostatnio coraz częściej wracam myślami do kobiet, które pojawiały się w moim życiu na różnych jego etapach. Niektóre znałam od dzieciństwa. Pamiętały mnie jeszcze z czasów, kiedy byłam zupełnie inną osobą, zanim zaczęłam podejmować dorosłe decyzje, zanim przeprowadzałam się z miejsca na miejsce, zanim życie zdążyło kilka razy zmienić moje plany.

Inne pojawiły się później. W pracy. Podczas podróży. Przy okazji wychowywania dzieci. W nowych miejscach, do których prowadziło mnie życie.


Niektóre przyjaźnie trwały wiele lat. Inne powoli się rozluźniały. Czasami dlatego, że zmieniały się nasze okoliczności, czasami dlatego, że jedna z nas wyjeżdżała, czasami po prostu dlatego, że codzienność zaczynała biec w różnych kierunkach.



Kiedyś trudno było mi zaakceptować takie oddalanie się ludzi. Dziś patrzę na to inaczej. Myślę, że przyjaźnie po sześćdziesiątce również zasługują na pewnego rodzaju selekcję. Nie dlatego, że przyjaźń staje się mniej ważna. Wręcz przeciwnie.


Po sześćdziesiątce zaczynamy lepiej rozumieć, że czas nie jest czymś nieograniczonym. Energia również nie jest. I właśnie dlatego osoby, którym ten czas i tę energię dajemy, zaczynają mieć coraz większe znaczenie.

Nie chodzi już o to, żeby mieć wokół siebie wielu ludzi. Chodzi o to, żeby mieć właściwych ludzi.


Przyjaźnie też mają swoje pory roku

Przez dużą część życia przyjaźnie powstają trochę mimochodem.

Poznajemy ludzi, ponieważ siedzimy obok siebie w szkole, pracujemy w tym samym biurze, nasze dzieci chodzą do tej samej klasy albo mieszkamy na tej samej ulicy. Bliskość przychodzi naturalnie. Widzimy się często. Mamy podobne problemy. Przechodzimy przez podobne etapy życia.

I wtedy wydaje się, że ta relacja będzie trwała zawsze.


Ale życie lubi zmieniać scenografię. Dzieci dorastają. Kończy się praca.

Ktoś przeprowadza się do innego miasta albo kraju.

Ktoś zaczyna podróżować, ktoś inny bardziej zamyka się w swoim świecie.

Z czasem okazuje się, że to, co kiedyś nas łączyło, przestało być częścią codzienności.


I nie zawsze musi to oznaczać konflikt. Czasami przyjaźń po prostu należała do pewnego rozdziału życia. Była ważna. Była prawdziwa.

Ale nie była przeznaczona na całe życie.

Dojrzałość polega również na tym, żeby umieć to zaakceptować.

Bez żalu. Bez wzajemnego oskarżania się. Bez konieczności tworzenia wielkiej historii o tym, kto kogo zawiódł.


Niektórzy ludzie są z nami przez wiele dekad. Inni pojawiają się na kilka lat. A niektórzy tylko na jeden ważny moment. To wcale nie oznacza, że relacja była mniej wartościowa.



Przyjaźnie są trochę jak garderoba

Lubię porównywać relacje do garderoby. Przez lata zbieramy ubrania.

Niektóre nosimy ciągle. Inne wiszą w szafie tylko dlatego, że są tam od dawna. Jeszcze inne kiedyś bardzo lubiłyśmy, ale dziś już do nas nie pasują. Czasami zmieniła się sylwetka. Czasami styl życia. Czasami po prostu my same jesteśmy inne.


I pewnego dnia stajemy przed szafą i pytamy: „Dlaczego ja właściwie nadal to trzymam?”

To bardzo dobre pytanie również w odniesieniu do ludzi. To, że znamy kogoś od trzydziestu lat, nie oznacza automatycznie, że ta relacja nadal nam służy. Długość znajomości nie zawsze jest dowodem jej jakości.

Możemy znać kogoś bardzo długo, a mimo to po każdym spotkaniu czuć się zmęczone, niedocenione albo po prostu smutne.

Możemy również znać kogoś dopiero kilka lat i mieć poczucie, że przy tej osobie możemy być całkowicie sobą. Z wiekiem zaczynamy coraz lepiej odróżniać jedno od drugiego.


Kogo warto zatrzymać blisko siebie

Są kobiety, których obecność w naszym życiu jest czymś naprawdę cennym. To niekoniecznie te, które dzwonią codziennie. Nie zawsze te, które znamy najdłużej. To raczej te, przy których czujemy się dobrze ze sobą.


Warto zachować blisko kobietę, która potrafi Cię rozśmieszyć. Nie dlatego, że życie zawsze powinno być lekkie, ale dlatego, że wspólny śmiech tworzy niezwykłą więź. Są ludzie, przy których nawet zwykła kawa staje się czymś przyjemnym.


Warto zatrzymać kobietę, która potrafi powiedzieć prawdę bez okrucieństwa. Tę, która powie: „Nie sądzę, żeby to było dla Ciebie dobre”.

Ale zrobi to dlatego, że się o Ciebie troszczy, a nie dlatego, że chce poczuć się od Ciebie lepsza.


Warto zatrzymać kobietę, która naprawdę cieszy się z Twojego sukcesu.

To wcale nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Z czasem zaczynamy zauważać różnicę pomiędzy szczerym: „Ale wspaniale! Tak się cieszę!”

a zdawkowym: „No proszę, udało Ci się”.

Prawdziwa przyjaciółka nie traktuje Twojego szczęścia jako zagrożenia dla swojego.


Warto zachować kobietę, przy której można milczeć. To jedna z najpiękniejszych cech dojrzałej przyjaźni. Nie trzeba przez cały czas czegoś mówić. Nie trzeba zabawiać drugiej osoby. Nie trzeba udowadniać, że spotkanie było „udane”.

Można siedzieć obok siebie z herbatą. Patrzeć przez okno. Czytać. I nadal czuć bliskość.

Takie relacje są niezwykle rzadkie. I bardzo cenne.


Szczery komplement mówi więcej, niż nam się wydaje

Zawsze zwracam uwagę na kobiety, które potrafią powiedzieć innej kobiecie szczery komplement.

„Pięknie wyglądasz.” „Świetnie sobie z tym poradziłaś.” „Podziwiam Cię za to.” „Masz naprawdę dobry pomysł.”


Brzmi banalnie? A jednak nie każda kobieta potrafi to powiedzieć.

Szczery komplement wymaga pewnego rodzaju wewnętrznego spokoju.

Kiedy dobrze czujemy się ze sobą, nie musimy umniejszać innym. Nie musimy porównywać. Nie musimy szukać słabości.

Możemy po prostu zauważyć coś dobrego. I powiedzieć to głośno.

Takie kobiety warto mieć w swoim życiu.


A co z przyjaźniami, które już nie pasują?

Najtrudniejsze są relacje, które nie są złe. Po prostu przestały być dobre.

Nie wydarzyło się nic dramatycznego. Nikt nikogo nie zdradził. Nie było wielkiej kłótni.


A jednak po każdym spotkaniu zaczynasz myśleć: „Dlaczego właściwie nadal to robię?” Rozmowy krążą wokół tych samych tematów.

Coraz mniej was łączy. Jedna osoba się zmieniła, druga pozostała w tym samym miejscu. Albo obie poszłyście w różne strony.

I czasami najlepszą rzeczą, jaką można zrobić, jest pozwolić tej relacji powoli się oddalić.


Nie trzeba organizować „rozmowy kończącej przyjaźń”. Nie każda relacja wymaga oficjalnego zakończenia. Niektóre mogą po prostu stać się rzadsze. Spotkanie raz na tydzień zamienia się w spotkanie raz na kilka miesięcy. Potem w kartkę na święta. A czasem w dobre wspomnienie. I to też jest w porządku.



Najtrudniejszy stos: relacje, które należałoby wyrzucić

Są jednak również relacje, które nie tylko przestały pasować. One zaczynają nam szkodzić. I właśnie z tym kobiety często mają największy problem.


Przez wiele lat uczono nas, że trzeba być miłą. Wyrozumiałą. Cierpliwą. Że nie wypada kogoś urazić. Że skoro znamy się od tak dawna, „nie można tak po prostu przestać się spotykać”. Że przecież nasze rodziny się znają. Że wspólnie przeżyłyśmy tyle lat.


A jednak czasami trzeba sobie zadać inne pytanie: „Jak ja się czuję po spotkaniu z tą osobą?” To bardzo prosty test. Czy wracasz do domu spokojna? Czy czujesz się lekka? Czy może przeciwnie, przez kolejne dwie godziny analizujesz, dlaczego znowu ktoś powiedział coś uszczypliwego?

Czy byłaś wysłuchana? Czy może przez całe spotkanie słuchałaś wyłącznie o cudzych problemach? Czy mogłaś powiedzieć coś dobrego o swoim życiu? Czy natychmiast pojawił się komentarz, który to umniejszył?

Te drobne rzeczy wiele mówią.


„Znamy się całe życie” nie jest wystarczającym powodem

Jednym z najczęstszych powodów, dla których kobiety trzymają się trudnych relacji, jest historia. „Znamy się od szkoły.” „Przeżyłyśmy razem tyle lat.” „Nasze dzieci razem dorastały.”


To wszystko jest ważne. Ale historia sama w sobie nie powinna być więzieniem. Można być wdzięcznym za wspólną przeszłość i jednocześnie uznać, że teraźniejszość wygląda inaczej.

Nie wszystko, co było dobre kiedyś, musi być dobre dzisiaj. I nie jest to brak lojalności. To po prostu zauważenie rzeczywistości.


Po sześćdziesiątce zaczynamy bardziej szanować swoją energię

Kiedy jesteśmy młodsze, często mamy ogromną potrzebę utrzymywania relacji za wszelką cenę. Naprawiania. Tłumaczenia. Dawania kolejnych szans. Czasami robimy to przez wiele lat.


Z wiekiem zaczynamy zauważać, jak dużo energii może pochłaniać trudna relacja. A energii nie mamy już ochoty marnować.

Nie chcemy wracać do domu po spotkaniu i zastanawiać się: „Dlaczego ona znowu musiała to powiedzieć?”. „Dlaczego zawsze czuję się przy niej gorsza?”. „Dlaczego ja właściwie ciągle się tłumaczę?”


Dojrzałość daje pewien niezwykły przywilej. Możemy coraz częściej mówić:

„Nie chcę już tego w swoim życiu.” Bez krzyku. Bez dramatu. Bez zemsty. Po prostu z decyzją.


Siła nie oznacza twardości

Przez wiele lat myślałam, że silna kobieta musi być twarda.

Dziś wiem, że nie. Można być łagodną i jednocześnie mieć granice. Można być życzliwą i powiedzieć „nie”. Można kogoś lubić i nie chcieć już spędzać z nim dużo czasu. Można komuś dobrze życzyć i jednocześnie nie zapraszać go do swojej codzienności. To właśnie jest dojrzała siła.


Nie potrzeba wielkich deklaracji. Czasami wystarczy zrobić krok do tyłu.

Rzadziej dzwonić. Nie angażować się w każdy konflikt. Nie tłumaczyć się ze swoich decyzji. Nie próbować po raz setny naprawiać czegoś, czego druga osoba nie chce zmienić.



Zrób miejsce

Porządkowanie relacji ma jeszcze jeden ważny sens. Kiedy przestajemy trzymać się kurczowo wszystkich znajomości z przeszłości, robimy miejsce na nowe. I to jest coś, o czym rzadko się mówi. Wiele kobiet po sześćdziesiątce zakłada, że najważniejsze przyjaźnie życia powinny już dawno być za nimi. Nieprawda.


Można poznać niezwykle ważnych ludzi po sześćdziesiątce. Po siedemdziesiątce. Jeszcze później. Właśnie wtedy często jesteśmy bardziej sobą niż kiedykolwiek wcześniej. Nie musimy już imponować. Nie musimy udowadniać swojej wartości. Nie musimy grać roli.


Możemy wybierać ludzi bardziej świadomie. I dlatego nowe przyjaźnie zawierane później w życiu bywają niezwykle wartościowe. Są spokojniejsze. Bardziej szczere. Mniej oparte na potrzebie, a bardziej na wyborze.


Nie chodzi o to, żeby mieć mniej ludzi

Nie chciałabym, żeby ten tekst został odebrany jako zachęta do zamykania się na innych. Wręcz przeciwnie. Relacje są jednym z najważniejszych elementów dobrego życia.


Ale ilość nie zastąpi jakości. Nie potrzebujemy dwudziestu znajomych, przy których czujemy się samotne. Czasami dwie albo trzy osoby potrafią dać więcej poczucia bliskości niż całe duże towarzystwo.


Z wiekiem coraz bardziej doceniam ludzi, przy których nie muszę niczego udawać. Tych, którzy pamiętają, kim byłam. Ale również akceptują, kim jestem dzisiaj.


Może właśnie dziś warto spojrzeć na swoją „szafę relacji”

Nie chodzi o to, żeby nagle usuwać ludzi z życia. Można po prostu przez chwilę się zastanowić. Które relacje naprawdę dają mi coś dobrego? Przy kim mogę być sobą? Kto cieszy się z mojego szczęścia? Kto pojawia się nie tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebuje? Kogo podziwiam? Komu ufam?


A potem warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Czy są relacje, które utrzymuję już wyłącznie z przyzwyczajenia? Jeżeli tak, nie trzeba niczego robić natychmiast. Sama świadomość jest początkiem. Czasami wystarczy pozwolić, aby pewne rzeczy zajęły właściwe miejsce.


Nie każda znajomość musi pozostać w pierwszym rzędzie naszego życia.

Niektóre mogą przesunąć się trochę dalej. Niektóre możemy zachować jako dobre wspomnienie. A przy innych warto zostać na zawsze.

Te ostatnie są jak klasyczny płaszcz, który po latach nadal wygląda dobrze, nadal pasuje i nadal sprawia, że czujemy się sobą. Takie przyjaźnie naprawdę nigdy nie wychodzą z mody.


A może najważniejsza zmiana po sześćdziesiątce polega właśnie na tym, że zaczynamy wreszcie świadomie wybierać nie tylko sposób, w jaki chcemy żyć, ale również ludzi, z którymi chcemy dzielić to życie.

Bo czas jest zbyt cenny na relacje z przyzwyczajenia.

I wystarczająco cenny, by zostawić w nim miejsce dla tych, przy których naprawdę możemy być sobą.


bottom of page