Być w Rzymie i nie widzieć … Watykanu.
- Andrzej Zawadzki
- 1 lut
- 7 minut(y) czytania
Watykan to niewielkie, ale jakże ważne państwo świata. Wynika to z faktu, że jest siedzibą papieży, czyli głównym ośrodkiem Kościoła katolickiego, katolicy stanowią obecnie ok 18% ludności świata. (1,4 mld osób)

Zwierzchnictwo papieża uznaje Kościół katolicki obrządku łacińskiego oraz Katolickie Kościoły Wschodnie (np. greckokatolickie, ormiańskie, syryjskie), które zachowują jednak własne tradycje liturgiczne.
Mimo iż jest to maleńkie państwo, na jego zwiedzenie potrzeba dużo czasu, gdyż nagromadzenie miejsc wartych zobaczenia, zabytków i dzieł sztuki jest olbrzymie. Nic dziwnego - gromadzono je tam przecież przez dwa tysiące bez mała lat.

Wielką zaletą Watykanu jest to, że stosunkowo łatwo się tam dostać. W czasach Mussoliniego zburzono domy i wybudowano ulicę Via della Conciliazione (Zgody), którą nawet największe rzesze turystów i pielgrzymów mogą podejść pod Plac św. Piotra, będący sam w sobie dziełem imponującym.

Na zwieńczeniu Placu stoi monumentalna Bazylika św. Piotra. Bazylika, jaką dziś widzimy, przechodziła na przestrzeni setek lat bardzo wielkie przeobrażenia. Zacząć należy od tego, że to, co widzimy dziś, powstało na gruzach zburzonej starej, pięcionawowej bazyliki, zbudowanej w IV wieku przez Konstantyna Wielkiego, który po zalegalizowaniu chrześcijaństwa w 313 r., nakazał wzniesienie pierwszej bazyliki nad miejscem, które tradycja utożsamiała z grobem św. Piotra. Budowa została ukończona około 360 roku. Była to prostokątna świątynia z pięcioma nawami i atrium. Na tamte czasy była to budowla imponująca i przez ponad tysiąc lat stanowiła główne miejsce kultu chrześcijańskiego w Rzymie. Ta pięcionawowa bazylika też nie powstała na pustym gruncie. Jej pojawienie się wiązało się z przekształceniem pogańskiej świątyni.
Tak to już w dziejach ludzkości jest, że nowe miejsca jakiegoś kultu powstają często z przekształcenia miejsc innego kultu. Żeby sięgnąć do w miarę świeżych przykładów. Kiedy w południowej Europie pojawili się muzułmanie, zamieniali kościoły w meczety. Kiedy muzułmanów wyparto, pozostawione przez nich miejsca modlitw zamieniono w katolickie kościoły. Również na naszym, polskim podwórku, mieliśmy do czynienia z zamianą cerkwi na kościoły katolickie, katolickich na protestanckie itd. Tak już chyba jakoś dziwnie jest, że nową wiarę instaluje się najlepiej na substancji materialnej wiary wypieranej.

Wracając do bazyliki św. Piotra. W XIV wieku, gdy papieże rezydowali w Awinionie, pierwsza bazylika św. Piotra zaczęła popadać w ruinę. Po powrocie papieży do Rzymu pojawiła się potrzeba budowy nowej świątyni, która odpowiadałaby prestiżowi Kościoła oraz była godnym miejscem pochówku św. Piotra. Na początku XVI wieku papież Juliusz II zdecydował o wyburzeniu starej bazylik i wzniesieniu nowej budowli. 18 kwietnia 1506 roku wmurowano kamień węgielny pod nową bazylikę, której budowa trwała 120 lat. Kosztowna to była inwestycja i przyczyniła się znacząco do wybuchu reformacji.
W powstanie bazyliki zaangażowanych było wielu znamienitych artystów: Donato Bramante (1506–1514), Rafael Santi (1514–1520), Michał Anioł (1547–1564) – jego dziełem jest słynna kopuła, Giacomo della Porta (1564–1590), Domenico Fontana (1585–1606) i Gian Lorenzo Bernini (1626–1677) – który zaprojektował Plac św. Piotra z charakterystyczną kolumnadą.

Bazylika św. Piotra to kwintesencja renesansowej i barokowej architektury sakralnej. Jej wymiary do dziś robią oszałamiające wrażenie – długość 211,5 m, szerokość nawy poprzecznej 137,5 m, a wysokość kopuły 136,5 m. Powierzchnia całkowita to 23 tys. m², co czyni ją największą świątynią chrześcijańską na świecie. Ta olbrzymia przestrzeń została zaprojektowana jednak tak, by podkreślając wielkość, zachować harmonijne proporcje. Posadzka autorstwa wykonana jest z różnokolorowych marmurów, tworzących geometryczne wzory. Ściany zdobią posągi świętych umieszczone w niszach oraz medaliony z wizerunkami papieży. Sklepienie pokrywają złocone kasetony i stiuki, między którymi umieszczono herby papieskie. W nawach bocznych znajdują się bogato zdobione kaplice.

Jednym z najbardziej znanych dzieł sztuki w bazylice jest Pieta Michała Anioła – rzeźba przedstawiająca Maryję trzymającą na kolanach ciało zmarłego Chrystusa. To ponoć jedyna praca, którą artysta podpisał. Niestety, na skutek ataku wandala, pieta jest teraz słabo widoczna, gdyż została obudowana szklaną osłoną. Uwagę zwraca imponujący baldachim nad grobem św. Piotra, zwany Konfesją, z charakterystycznymi spiralnymi kolumnami, stanowiący jednocześnie ołtarz bazyliki.

W czasie pierwszego pobytu w Watykanie uczestniczyłem w środowej audiencji papieża Jana Pawła II. Niektórzy z grupy mieli nawet możliwość zrobienia pamiątkowej fotki. Przy ostatniej wizycie zobaczyłem już tylko grób „naszego” papieża.

Bazylika jest miejscem spoczynku wielu papieży i dostojników kościelnych. W Grotach Watykańskich, znajdujących się pod posadzką bazyliki, spoczywa 91 papieży. Jan Paweł II był pierwotnie też tam pochowany, ale po kanonizacji w 2014 roku jego ciało zostało przeniesione do kaplicy św. Sebastiana w głównej części bazyliki. Niektóre groby papieskie są prawdziwymi dziełami sztuki. Na przykład grobowiec Urbana VIII, wykonany przez Berniniego, czy nagrobek Aleksandra VII, również dzieło tego artysty, należą do najwspanialszych przykładów sztuki sepulkralnej baroku.

Watykan to także Kaplica Sykstyńska, część Pałacu Apostolskiego. Jej nazwa pochodzi od imienia papieża Sykstusa IV, który sprawował funkcję w latach 1471-1484. Jego pontyfikat jest – delikatnie mówiąc – oceniany kontrowersyjnie, niemniej był wielkim mecenasem sztuki i nauki. To on zainicjował budowę kaplicy. Ponadto, co dziś brzmi wręcz humorystycznie, Sykstus IV zezwolił na dokonywanie – jednak za każdorazową zgodą miejscowego biskupa – sekcji zwłok przestępców i osób nieznanych.
Prace nad ozdobieniem sklepienia istniejącej kaplicy zlecił papież Juliusz II (pontyfikat 1503-1513). To jeden z najpotężniejszych i najbardziej wpływowych papieży w dziejach Kościoła. Był centralną postacią wysokiego renesansu, pozostawiając po sobie znaczące dziedzictwo kulturowe. W wyniku jego polityki, podczas wojen włoskich Państwo Kościelne pozostało niezależne i scentralizowane, zachowując wpływy dyplomatyczne i polityczne przez cały XVI wiek zarówno we Włoszech, jak i całej Europie. Zlecenie ozdobienia sklepienia kaplicy otrzymał Michał Anioł ( 1475-1564) po tym, jak papież zrezygnował z zamówionego u niego monumentalnego grobowca do Bazyliki św. Piotra. Doprowadziło to między zleceniodawcą i artystą do ostrego konfliktu, a praca przy ozdobieniu sklepienia miała być formą wynagrodzenia artyście zawodu, jakim była rezygnacja z grobowca, który Michał Anioł miał już poważnie zaawansowany. Michał Anioł ponoć nie był zachwycony zleceniem, gdyż uważał się raczej za rzeźbiarza. Pracę rozpoczął w 1508 roku, a ukończył w 1512.
Legenda głosi, że pracował całe te lata sam, w niesprzyjających warunkach, niewygodnej pozycji i słabym oświetleniu, do tego stopnia, że nawet nie zmieniał przez cały czas obuwia. To spowodowało, że po zakończeniu prac, buty niemal przyrosły do skóry. Jednak badania przeprowadzone podczas ostatniej konserwacji fresków wykazały, że miał on jednak kilku pomocników. Malowidła zdobiące sklepienie opowiadają biblijną historię ludzkości od stworzenia świata, przez grzech pierworodny, aż do potopu, natomiast na ścianach Kaplicy został namalowany Sąd Ostateczny ze wszystkimi jego okropnościami.
Trzeba jednak mieć świadomość, że to, co widzimy dziś w Kaplicy Sykstyńskiej, nie do końca odpowiada wizji, jaką stworzył Michał Anioł.

Sąd Ostateczny, który Michał Anioł malował w drugim podejściu do ozdabiania pomieszczenia, a który został ukończony w 1541 roku, wzbudził skandal z powodu nagości, a fragmenty malowidła zostały później, tuż po śmierci Michała Anioła, "zasłonięte" przez jego ucznia, Daniele da Volterra (1509-1566), który – choć ponoć był całkiem niezłym malarzem - z tego powodu przeszedł do historii z przydomkiem "Majtkarz".

Jak wiadomo, podejście do nagości w sztuce, zwłaszcza w rzeźbie i malarstwie, bardzo zmieniało się w czasie. W czasach antycznej Grecji mężczyźni, którzy musieli dbać o swoją kondycję i zmagali się nago w igrzyskach, również tak byli prezentowani. Uważano natomiast, że kobiet - które były utożsamiane z boginkami - nie wypada pokazywać bez żadnego, przynajmniej bardzo skromnego, okrycia.

Ponieważ sztuka rzymska czerpała głównie z greckich wzorców, podejście do nagości było podobne, choć nieco bardziej powściągliwe. W sztuce publicznej zakazana była nagość kobiet, stąd często "mokre szaty" odsłaniały ciało, natomiast męska nagość była oznaką heroizmu, władzy i cnoty. Wystarczy popatrzeć na monumentalne posągi Dawida, które pojawiały się niemal w każdym włoskim mieście, by prezentować piękno męskiego ciała.
W średniowieczu nagości nie było. Nawet Adam i Ewa zawsze byli „odziani” w listki odpowiedniej wielkości. Wielcy mistrzowie renesansu mają na swym koncie portrety pięknych, ubranych kobiet. Wystarczy przywołać takie dzieła jak Mona Lisa i Dama z gronostajem Leonarda da Vinci, La Bella Tycjana, czy La velada Rafaela Santi. Nie można jednak pominąć faktu, że niektórzy z twórców tamtego okresu, na przykład twórca malowideł w Kaplicy Sykstyńskiej, mieli orientację homo lub biseksualną. Stąd wynikało zainteresowanie portretami i obrazami również mężczyzn, których nadal ukazywano nago.
Akt pojawia się jednak w malarstwie niemal razem z początkiem renesansu. Rafael Santi ok. 1504 roku maluje Trzy Gracje, wszystkie już otwarcie nagie, jedna jest tylko osłonięta przezroczystą przepaską na biodrach. Z kolei Giorgione w 1508 roku maluje Śpiącą Wenus. Nie dość, że bogini jest naga, to jej dłoń położona na łonie niczego nie zakrywa, za to jest oskarżana o dość nieprzyzwoite ułożenie palców. Później pozycję Wenus niemal powtórzy Tycjan w swojej Wenus z Urbino. Ukazywaniu nagich ciał niemal położyła kres inkwizycja. Na przykład we Florencji obrazy palił dominikański mnich Girolamo Savonarola, który w latach 90. XV wieku zorganizował serię publicznych "Biesiad na Łóżkach Ostatecznych", gdzie niszczono dzieła sztuki, uznawane za próżne i grzeszne, a wśród spalonych było na przykład wiele dzieł Sandro Botticellego.
Dzisiejsza technika powoduje, że nie trzeba jechać do Watykanu, by zobaczyć Kaplicę Sykstyńską. Wprawdzie chodzi o zobaczenie malowideł odtwarzanych z rzutników w specjalnym namiocie, niemniej jednak jakieś pojęcie o skali i treści przedsięwzięcia to daje też. Był taki pokaz w Warszawie na przykład. Wiem, że to nie to samo, ale można się przekonać o genialności malowidła. Jeśli do tego dodamy okoliczności, w jakich prawdziwe malowidła powstawały, praca Michała Anioła to arcydzieło.
Niemal równocześnie, gdy Michał Anioł malował freski w Kaplicy Sykstyńskiej, inny geniusz włoskiego odrodzenia, Rafael Santi, ozdabiał tak zwane stanze watykańskie, czyli reprezentacyjne apartamenty papieskie w północnym skrzydle Pałacu Watykańskiego.

W pałacu watykańskim są cztery stanze, które umieszczono na drugim piętrze. Udekorowania stanz zlecił papież Juliusz II, który zdecydował się tam zamieszkać. Niestety, zarówno papież Juliusz II, jak i sam Rafael, nie doczekali zakończenia tego imponującego przedsięwzięcia. Po śmierci słynnego artysty, jego dzieło kontynuował Giulio Romano (1499-1546).
Stanze należą do kompleksu Muzeów Watykańskich. Muzea Watykańskie to jedna z największych i najcenniejszych kolekcji dzieł sztuki na świecie. W ich skład wchodzą eksponaty gromadzone na przestrzeni wieków przez kolejnych papieży. Zbiory, wystawiane w kilku połączonych ze sobą budynkach z różnych okresów, są podzielone na oddzielne muzea oraz wystawy.

Oprócz sal z dziełami sztuki, w skład kompleksu Muzeów Watykańskich wchodzi również Pałac Apostolski z Kaplicą Sykstyńską, historycznymi apartamentami papieży oraz pokojami reprezentacyjnymi.
Watykanu nie da się – moim zdaniem – zwiedzić w jeden dzień, a tym bardziej jako część wycieczki do Rzymu. Nagromadzenie rzeczy, z których każda jest sama w sobie dziełem sztuki, jest tak wielkie, że potrzebny jest na to naprawdę dłuższy i spokojny czas. Nie mówiąc już o potrzebie zarezerwowania dużo wcześniej biletów do miejsc, które zamierza się odwiedzić.
Andrzej Zawadzki Przejdź do strony głównej
















