top of page

Daleka jest droga do Rio

  • Andrzej Zawadzki
  • 19 godzin temu
  • 6 minut(y) czytania

Ten kraj kojarzy mi się nieustannie z powieścią Marii Konopnickiej „Pan Balcer w Brazylii”. To było takie dość opasłe tomisko, stojące na etażerce mojego domowego punktu bibliotecznego. Ponieważ było napisane wierszem, jakoś nie zachęcało mnie do lektury w dobie, gdy czytałem Sienkiewicza, Prusa, Żeromskiego … Teraz już znam ten epicki poemat, który ukazuje losy polskich emigrantów w Brazylii na przełomie XIX i XX wieku. Losy niezbyt radosne. Na przykładzie przygód prostego kowala Balcera Konopnicka opisuje trudną tułaczkę emigrantów, ich ciężką pracę i rozterki.



Już jako kilkunastoletni chłopak słyszałem i śpiewałem przy ognisku tekst o Pedrze i kurach, który brzmiał mniej więcej tak: Ciężka jest droga do Rio, daleka jest droga do Rio, Przez lasy i góry, dziękuję za kury, adiós, adiós, adiós. To zabawna, biesiadna piosenka o mężczyźnie, maszyniście kolejowym o imieniu Pedro, która nawet teraz funkcjonuje w Polsce w repertuarze muzyki folkowej/latyno-stylizowanej.

W każdym razie, od zawsze chciałem dostać się do Brazylii. Pociągiem się nie da, statkiem to strasznie długo by trwało, więc wybrałem, dziś chyba jednak najpopularniejszy środek lokomocji przy długich dystansach, czyli samolot. Tym sposobem, po kilku przesiadkach, wylądowałem w na lotnisku w Brasilii, stolicy kraju.



Brasilia. Stolica Brazylii to jedno z najbardziej niezwykłych miast XX wieku. Jej budowę rozpoczęto stosunkowo niedawno - w każdym razie za życia mojego pokoleniu – bo w 1956 roku z inicjatywy prezydenta Kubitschka, a oficjalnie otwarto w 1960 roku.



Miasto zaprojektował urbanista Lúcio Costa, natomiast za charakterystyczne, futurystyczne gmachy odpowiadał architekt Oscar Niemeyer. Ten człowiek otaczany jest w Brazylii wielkim szacunkiem, czego dowody można spotkać niemal na każdym kroku. Brasília została wzniesiona niemal od podstaw na surowym terenie środkowej Brazylii, aby pobudzić rozwój interioru i uniezależnić stolicę od nadmorskiego Rio de Janeiro.


Plan urbanistyczny Brasilii przypomina kształtem samolot lub ptaka w locie, co ma symbolizować nowoczesność i rozwój kraju. Ponieważ lądowałem nocą, przy odrobinie wyobraźni charakterystyczny zarys skrzydeł można było bez trudu dostrzec. Na dodatek, kapitan samolotu brazylijskich linii lotniczych chętnie fotografował się – oczywiście po wylądowaniu – z pasażerami, co jeszcze bardziej utrwaliło mi w głowie serdeczne przyjęcie, z jakim się tam spotkaliśmy.



Miasto zachwyca modernistyczną architekturą – monumentalne budynki rządowe, Katedra Matki Bożej z Aparecidy mająca formę korony cierniowej, Pałac Planalto – czterokondygnacyjny budynek w stylu modernistycznym itp. Ciekawostka, to właśnie miedzy innymi z powodu tych budowli Brasília została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako przykład modernistycznego planowania urbanistycznego.


Brasilia, choć liczy 3 mln mieszkańców, nie jest największym miastem Brazylii. Rio de Janeiro, do którego udałem się w następnym etapie, liczy ponad 6 mln mieszkańców, a Sao Paulo aż 12 mln.



Opisu wrażeń z Rio de Janeiro nie mogę rozpocząć inaczej, jak od wizyty na szczycie góry Corcovado, gdzie znajduje się słynny, wysoki na 38 m posąg Chrystusa Odkupiciela. Wycieczka ta była o tyle wyczekiwana, że z okna hotelu, w którym mieszkaliśmy, figura była doskonale widoczna, zwłaszcza nocą, gdy posąg jaśniał na tle ciemnego nieba.



Pod samym posągiem, co zrozumiałe, masa turystów, ale też trochę komercji, jak chociażby niewielka kaplica u stóp, gdzie za stosowną opłatą można ochrzcić dziecko, czy wziąć ślub, czego byliśmy akurat świadkami.


Kiedy zobaczyłem posąg Chrystusa, uświadomiłem sobie, że to był szósty z listy siedmiu cudów świata współczesnego, który mam zaliczony. W Magazynie Nowocześni Emeryci opisałem dotąd podróże do czterech z nich (Koloseum w Rzymie, Petra w Jordanii, Machu Picchu w Peru i Chichen Itza w Meksyku).

Kiedyś może napiszę o piramidach w Egipcie, a teraz o posągu Chrystusa. Do odwiedzenia został mi kompleks Taj Mahal w Indiach. Ciągle wierzę w to, że „zaliczę” wszystkie siedem cudów. Już czynię pierwsze przygotowania do tej wyprawy.



W drodze powrotnej ze szczytu Corcovado zobaczyliśmy z okien autokaru słynny Sambodrom. To tutaj, w porze karnawału, każdego roku barwne korowody tancerzy samby prezentują swoje umiejętności. Sambodrom jest wyłączany wtedy dla ruchu samochodowego, a wzdłuż ulicy gromadzą się nieprzebrane tłumy widzów. Niestety, pora moich odwiedzin nie przypadła w karnawale, więc pozostanie mi – jak w poprzednich latach – jedynie obejrzeć transmisję telewizyjną.


Rio de Janeiro ma kilka wzgórz, a właściwie to nawet gór, niektóre o bardzo charakterystycznych kształtach. Takim wzgórzem jest na przykład Głowa Cukru, na którą wjeżdża się kolejką linową, by stamtąd podziwiać panoramę miasta. A przy okazji można skosztować słynnej wołowiny brazylijskiej, podawanej na sposób rodizio de carne. Kelnerzy, którzy w pełnej gotowości stoją za plecami gości, będą dotąd dokładali różnych rodzajów mięs, aż położysz obok talerza specjalny żeton, oznaczający, że masz już dosyć, że się poddajesz. A wszystko wyglądało tak smakowicie, że często uczestnicy biesiady zmieniali zdanie, chowali żeton i prosili jednak o kolejną porcję.



Rio de Janeiro to także mnóstwo wody, wysp i malowniczych wysepek. Wody okalające wyspy są pod ścisłą ochroną ze względu na żyjące tam w dużych ilościach niesamowite koralowce. To także okazja do zobaczenia i przejechania się drugim najdłuższym w Ameryce Łacińskiej mostem nad zatoką Guanabara o długości 13 km.


Ciekawym i niezwykle oryginalnym obiektem Rio jest tamtejsze Muzeum Sztuki Nowoczesnej. To, zaprojektowany przez wspomianego już tu Oskara Nemayera, budynek przypominający kształtem statek UFO.



Nie można być w Rio i nie odwiedzić Copacabany. Plaża - i położony wzdłuż niej bulwar ma 4,5 km długości, a wszystko dość szczelnie wypełnione amatorami plażowania, kąpieli oraz gier. Jest też, co zrozumiałe, sporo komercji – głównie dla ciała (jedzenie, masaże, tatuaże). W czasie naszego pobytu na sąsiadującym z plażą bulwarze odbywała się parada równości. Jak zwykle w przypadku tego typu imprez, było niezwykle kolorowo, hałaśliwie i prowokująco.


Favelas w Rio De Janeiro gdzie mieszka blisko 1,4 miliona ludzi
Favelas w Rio De Janeiro gdzie mieszka blisko 1,4 miliona ludzi

Kilka słów o samej Brazylii. Położone we wschodniej części Ameryki Południowej nad Oceanem Atlantyckim, to największe i najludniejsze państwo kontynentu, a jednocześnie jedno z największych i najludniejszych państw świata. Zajmuje obszar 8 515 767 km² (ponad 25 razy więcej niż Polska) i jest pod względem powierzchni 5. krajem świata. Pod względem liczby ludności zajmuje 7. miejsce w świecie z populacją przeszło 217 mln (ok. 6 razy więcej niż Polska).


Brazylia wyzwoliła się z portugalskiego panowania w 1822 roku. Jest to typowy kraj wieloetniczny, w którym niemal połowę populacji stanowi ludność biała, czyli potomkowie portugalskich osadników oraz imigrantów z innych krajów europejskich, ok 40% to Mulaci i Metysi, pozostali to ludność czarna, w większości potomkowie sprowadzonych w epoce kolonialnej niewolników z Afryki.


Językiem urzędowym i ojczystym dla zdecydowanej większości mieszkańców jest portugalski. Dominującymi wyznaniami jest katolicyzm i protestantyzm.

Pod względem wielkości produkcji Brazylia jest 8. gospodarką świata. Istotną rolę odgrywają: rolnictwo, górnictwo, przemysł, jak i sektor usługowy.

Brazylia jest republiką z systemem prezydenckim, podzieloną na 26 stanów i 1 dystrykt federalny.



W poprzedniej swojej relacji opisywałem pobyt nad wodospadem Iguazu od strony argentyńskiej. Teraz kilka wrażeń ze strony brazylijskiej. Od razu powiem, że nie jestem w stanie rozstrzygnąć, który widok robi większe wrażenie. Pewnie gdybym rozpoczął oglądanie od strony brazylijskiej, byłbym zachwycony właśnie nim bardziej, ponieważ jednak byłem najpierw po stronie argentyńskiej, mam bardziej w pamięci tamo wrażenie, jako pierwsze, po prostu.



Na brazylijskiej stronie doświadczyłem za to kilku doznań w miejscach zlokalizowanych w pobliżu wodospadu. Mam na myśli przede wszystkim rezerwat ptaków dżungli - Parque das Aves. To rodzaj ptaszarni, gdzie niezwykle kolorowe i różnorodne stworzenia żyją niemal jak na wolności, a jednocześnie turyści mogą je tam oglądać. Liczba osób mogących wejść jednocześnie jest ściśle reglamentowana, by nie płoszyć ptaków i nie pozwolić im opuszczać przeznaczonych dla nich rewirów. Widać wyraźnie, że ptaki nic sobie nie robią z obecności ludzi. Prawdopodobnie jest to też wynikiem surowego – w dodatku egzekwowanego przez obsługę - zakazu jakiegokolwiek ich dokarmiania. Wykonałem w tej swoistej ptaszarni setki zdjęć, bo co krok spotykało się tak egzotycznie wyglądające osobniki, że telefon sam wychodził z kieszeni, by je uwiecznić.



Będąc w podróży, zawsze szukam też poloniców. Mogę się przy okazji pochwalić, że na portalu Baza Polonika jest już kilka moich zgłoszeń ze zdjęciami Polaków upamiętnionych gdzieś w świecie. Zupełnie niespodziewanie w Parque das Aves znalazłem skromny obelisk poświęcony Polakowi, Tadeuszowi Chrostowskiemu (1878-1923), którego badania nad brazylijską fauną i florą były tak znaczące, że ich autor zasłużył na upamiętnienie w tak pięknym i ważnym miejscu. Życiorys Tadeusza Chrostowskiego jest barwny i pełen zwrotów akcji, aż szkoda, że jest w kraju postacią zupełnie nieznaną.

Oczywiście Brazylia jest zbyt dużym krajem, by poznać go, przynajmniej trochę, w czasie jednej kilkudniowej wizyty. Może uda się kiedyś jeszcze tu wrócić – pomyślałem, będąc na lotnisku w Rio de Janeiro, by wrócić do Warszawy.


bottom of page